Loki
To był najgorszy wieczór w moim życiu. Ostatnia kandydatka przebiła wszystkie swoje poprzedniczki. Nie szło z nią nawiązać żadnego tematu na poziomie, bo cały czas siedziała z wlepionymi ślepiami we mnie. Była mną zafascynowana... Jak to ujęła... "Jesteś idealnym ideałem nad wszystkie ideały"
Co to właściwie znaczy?! Oh... inteligencją to się w ogóle nie popisała... Miałem już dość tego wszystkiego!
Kompletnie wykończony opadłem na łóżko, do którego w ogole się nie przyzwyczaiłem. Wtedy pierwszy raz prawdziwie i szczerze zatęskniłem za Asgardem i Rose.
Fury dał mi rozplanowane moje "randki" na kartce A4. Nie przypuszczałem, że aż tyle ziemianek... nedznych smiertelniczek będzie miało odwagę się ze mną spotkać. No cóż... kolejne spotkanie miałem zaplanowane dopiero na godzinę 18:30. Wziąłem prysznic i przebralrm się w dres. Polozylem na łóżko i zamknąłem oczy. Już po chwili zasnalem.
To był najgorszy wieczór w moim życiu. Ostatnia kandydatka przebiła wszystkie swoje poprzedniczki. Nie szło z nią nawiązać żadnego tematu na poziomie, bo cały czas siedziała z wlepionymi ślepiami we mnie. Była mną zafascynowana... Jak to ujęła... "Jesteś idealnym ideałem nad wszystkie ideały"
Co to właściwie znaczy?! Oh... inteligencją to się w ogóle nie popisała... Miałem już dość tego wszystkiego!
Kompletnie wykończony opadłem na łóżko, do którego w ogole się nie przyzwyczaiłem. Wtedy pierwszy raz prawdziwie i szczerze zatęskniłem za Asgardem i Rose.
Fury dał mi rozplanowane moje "randki" na kartce A4. Nie przypuszczałem, że aż tyle ziemianek... nedznych smiertelniczek będzie miało odwagę się ze mną spotkać. No cóż... kolejne spotkanie miałem zaplanowane dopiero na godzinę 18:30. Wziąłem prysznic i przebralrm się w dres. Polozylem na łóżko i zamknąłem oczy. Już po chwili zasnalem.
Rose
Na dworze cały czas lało. Clint poszedł na strych gdzie mieliśmy wszystkie komputer, a ja z Nat siedziałyśmy w kuchni. Czekałyśmy na jaki kol wiem sygnał od agencji. Wolałyśmy mieć już to za sobą. To czekanie było najgorsze.
- Pogadamy tak szczerze? -przerwała dłuższą ciszę.
-Em.. jasne.
- W skali od 1 do 10 musisz podać na ile ci się podobają nasi Avengersi!
- Oszalalas... ale pytaj - byłam znudzona tą bezczynnością więc się zgodzilam.
- Thor?
- hmm.. 6? Nie jest w moim typie.
- Okay... Steve?
- 8... - wyszeptałam.
Przypomniało mi się jak wtedy mnie pocałował. Jednak ja do niego nic nie poczułam i nic w tych sprawach nie miało się zmienić.
- Tony?
- Emmm... chyba też 8...
- Wasze dogadywanie się bez słów czasami mnie przeraża... Okay.. Clint jest już żonaty to nawet tematu nie zaczynamy.. Em Bruce?
- Ten temat pozostawiam tobie...
- Co masz na myśli?
- Ciągnie was do siebie jak dwa... Chciałam użyć jakiegoś stwierdzenia fizycznego czy coś w stylu Bruca czy Starka, ale jednak im zostawię te dziedziny... Oh po prostu ciągnie was do siebie!
Natasha uśmiechnęła się delikatnie, a na jej policzkach pojawiły się rumience.
- Loki? -powiedziała po chwili.
- Co Loki?
- No dobra nie jest Avengersem, ale na ile go oceniasz? -spytała łagodnie.
- Wcale.. to... Loki
- Loki, który może wysadzić całą ziemię, a troszczy się tylko o Ciebie... Coś musi być na rzeczy, nie sadzisz?
- Nie...
- Jak uważasz, ale tylko przy tobie staje się, jakby to ujął Stark: "Łagodnym Jelonkiem" - stwierdziła z uśmiechem.
Zasmialam się. Brakowało mi trochę tego psychopaty, jego sarkazmu, jego cudownych oczu... Stop! Nie mogłam tak o nim myśleć przecież to ciągle był Loki, ale z drugiej strony nie mogłam zaprzeczać, za polubiłam spędzać z nim czas.
Wpatrywalam się w senny krajobraz za oknem. Krople deszczu szybko splywalay po szybach, jakby toczyły walkę, która będzie pierwsza.
- Myślisz o nim i nie staraj się zaprzeczyć... -powiedziała po jakimś czasie.
- Tak... myślę o tym jakim jest potworem... mordercą
- Ale...?
- Ale nie chce o tym rozmawiać..
- Wcale tak o nim nie myślisz -uśmiechnęła się i poszła na górę.
Zostawiła mnie sam na sam z moim metlikiem.
Siedziałam w samotności. Nat długo nie wracałam. Nagle razem z Clintem zbiegli po schodach.
- Dzisiaj w nocy! -krzyknął.
Zerwalam się z miejsca. Szybko się spakowalismy. To była nasza jedyna szansa.
Nat pilotowała samolot. Razem z Clintem szykowalismy sprzęt.
- Jarvis otworzy wam typ nie drzwi macie być niewidzialni! -tłumaczył Stark przez wideo rozmowę.
- Na bankiecie będzie cały sprawca tego zamieszania -dodał Steve.
- Przycisniemy go -zasmaiala się Nat.
- Rose.... -zaczął Tony.
- Cały czas jest 1% spokojnie dam radę - uśmiechnęłam się.
Uwierzyli.... Prawda była taka, że potwornie się bałam. Loki miał rację.
Od 15 minut czekaliśmy przyczajeni w jakichś krzakach. W końcu Jarvis nas wpuścił do środka. To miejsce było pod całkowitą ochroną. Clint pobiegł na dach. Ja z Nat miałam gorzej. Musialysmy wtopic się w tłum... "Pozyczylysmy"sobie stroje kelnerek i ruszyłyśmy na salę. Od czasu do czasu podalysmy komuś kieliszek i na tym nasz rola się kończyła. Ciągle czekałyśmy na jakiś znak od chłopaków kogo mamy dokładnie szkuać. Postanowiłyśmy się rozdzielić żeby lepiej zbadać teren. Poszłam na piętro wyżej. Miałam z tamtąd wgląd na całą salę, gdzie odbywał się bankiet. Widziałam Nat, Starka i Rogersa w tłumie składającym im jakieś gratulacje czy coś takiego. Pewnie za tak dziene chronienie ojczyzny i świata. Jednakże niegdzie nie było kogoś kto by chodźby troszeczkę odbiegał od normy.
- Przepraszam? - usłyszałam męski głos za swoimi plecami.
Na dworze cały czas lało. Clint poszedł na strych gdzie mieliśmy wszystkie komputer, a ja z Nat siedziałyśmy w kuchni. Czekałyśmy na jaki kol wiem sygnał od agencji. Wolałyśmy mieć już to za sobą. To czekanie było najgorsze.
- Pogadamy tak szczerze? -przerwała dłuższą ciszę.
-Em.. jasne.
- W skali od 1 do 10 musisz podać na ile ci się podobają nasi Avengersi!
- Oszalalas... ale pytaj - byłam znudzona tą bezczynnością więc się zgodzilam.
- Thor?
- hmm.. 6? Nie jest w moim typie.
- Okay... Steve?
- 8... - wyszeptałam.
Przypomniało mi się jak wtedy mnie pocałował. Jednak ja do niego nic nie poczułam i nic w tych sprawach nie miało się zmienić.
- Tony?
- Emmm... chyba też 8...
- Wasze dogadywanie się bez słów czasami mnie przeraża... Okay.. Clint jest już żonaty to nawet tematu nie zaczynamy.. Em Bruce?
- Ten temat pozostawiam tobie...
- Co masz na myśli?
- Ciągnie was do siebie jak dwa... Chciałam użyć jakiegoś stwierdzenia fizycznego czy coś w stylu Bruca czy Starka, ale jednak im zostawię te dziedziny... Oh po prostu ciągnie was do siebie!
Natasha uśmiechnęła się delikatnie, a na jej policzkach pojawiły się rumience.
- Loki? -powiedziała po chwili.
- Co Loki?
- No dobra nie jest Avengersem, ale na ile go oceniasz? -spytała łagodnie.
- Wcale.. to... Loki
- Loki, który może wysadzić całą ziemię, a troszczy się tylko o Ciebie... Coś musi być na rzeczy, nie sadzisz?
- Nie...
- Jak uważasz, ale tylko przy tobie staje się, jakby to ujął Stark: "Łagodnym Jelonkiem" - stwierdziła z uśmiechem.
Zasmialam się. Brakowało mi trochę tego psychopaty, jego sarkazmu, jego cudownych oczu... Stop! Nie mogłam tak o nim myśleć przecież to ciągle był Loki, ale z drugiej strony nie mogłam zaprzeczać, za polubiłam spędzać z nim czas.
Wpatrywalam się w senny krajobraz za oknem. Krople deszczu szybko splywalay po szybach, jakby toczyły walkę, która będzie pierwsza.
- Myślisz o nim i nie staraj się zaprzeczyć... -powiedziała po jakimś czasie.
- Tak... myślę o tym jakim jest potworem... mordercą
- Ale...?
- Ale nie chce o tym rozmawiać..
- Wcale tak o nim nie myślisz -uśmiechnęła się i poszła na górę.
Zostawiła mnie sam na sam z moim metlikiem.
Siedziałam w samotności. Nat długo nie wracałam. Nagle razem z Clintem zbiegli po schodach.
- Dzisiaj w nocy! -krzyknął.
Zerwalam się z miejsca. Szybko się spakowalismy. To była nasza jedyna szansa.
Nat pilotowała samolot. Razem z Clintem szykowalismy sprzęt.
- Jarvis otworzy wam typ nie drzwi macie być niewidzialni! -tłumaczył Stark przez wideo rozmowę.
- Na bankiecie będzie cały sprawca tego zamieszania -dodał Steve.
- Przycisniemy go -zasmaiala się Nat.
- Rose.... -zaczął Tony.
- Cały czas jest 1% spokojnie dam radę - uśmiechnęłam się.
Uwierzyli.... Prawda była taka, że potwornie się bałam. Loki miał rację.
Od 15 minut czekaliśmy przyczajeni w jakichś krzakach. W końcu Jarvis nas wpuścił do środka. To miejsce było pod całkowitą ochroną. Clint pobiegł na dach. Ja z Nat miałam gorzej. Musialysmy wtopic się w tłum... "Pozyczylysmy"sobie stroje kelnerek i ruszyłyśmy na salę. Od czasu do czasu podalysmy komuś kieliszek i na tym nasz rola się kończyła. Ciągle czekałyśmy na jakiś znak od chłopaków kogo mamy dokładnie szkuać. Postanowiłyśmy się rozdzielić żeby lepiej zbadać teren. Poszłam na piętro wyżej. Miałam z tamtąd wgląd na całą salę, gdzie odbywał się bankiet. Widziałam Nat, Starka i Rogersa w tłumie składającym im jakieś gratulacje czy coś takiego. Pewnie za tak dziene chronienie ojczyzny i świata. Jednakże niegdzie nie było kogoś kto by chodźby troszeczkę odbiegał od normy.
- Przepraszam? - usłyszałam męski głos za swoimi plecami.
Skądś już znałam ten głos...Odwróciłam sięw stronę mężczyzny. Był to wysoki blondyn z blizną koło prawego oka.
- Paul...
- Witaj Rose. Nie wiedziałem, że tutaj pracujesz...
- Czego chcesz?!
- Właściwie to mam już wszystko... - uśmiechnął się i pomachał mi pendrivem przed oczami.
-Ty..!
- Oh...nawet nie pomyślałaś, że to mogłem być ja. Czuję się zawiedziony...i bardzo tobą rozczarowany! Brać ją chłopcy...- powiedzi
Jego ochroniarze chwycili mnie za ręce. Chciałam krzyczeć, ale Paul wstrzyknął mi coś w ramię i film mi się urwał.
Loki
Siedziałem na swojej randce w jakimś opuszczonym magazynie. Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może...zawsze jest! Ta kobieta miała prawdziwego bzika na moim punkcie. Zerwała z chłopakiem bo stwierdziła, że jesteśmy do siebie przeznaczeni...ugh..
- Ile chciałbyś mieć dzieci? -wyrwałem się z zamyślenia.
- Czego?!
- Dzieci...wiesz takie małe...
- Wiem co to dzieci idiotko! -przerwałem z oburzeniem i wstałem.
- Już idziesz??? -sytała z rozpaczą.
Całkowicie ją zignorowałem i wyszedłem. Auto już na mnie czekało. Jeden plus tego wszystkiego...miałem własniego szofera.
Jakimś cudem udało nam się ominąć większe korki. W siedzibie było już prawie pusto. Ludzie kończyli pracę i wracali do domów. Szedłem pustym korytarzem. Po chwili zatrzymałem się.
- Sadzisz, że nie wiem, że za mną idziesz?? - odwróciłem się w stronę Fury'ego.
- Paul...
- Witaj Rose. Nie wiedziałem, że tutaj pracujesz...
- Czego chcesz?!
- Właściwie to mam już wszystko... - uśmiechnął się i pomachał mi pendrivem przed oczami.
-Ty..!
- Oh...nawet nie pomyślałaś, że to mogłem być ja. Czuję się zawiedziony...i bardzo tobą rozczarowany! Brać ją chłopcy...- powiedzi
Jego ochroniarze chwycili mnie za ręce. Chciałam krzyczeć, ale Paul wstrzyknął mi coś w ramię i film mi się urwał.
Loki
Siedziałem na swojej randce w jakimś opuszczonym magazynie. Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może...zawsze jest! Ta kobieta miała prawdziwego bzika na moim punkcie. Zerwała z chłopakiem bo stwierdziła, że jesteśmy do siebie przeznaczeni...ugh..
- Ile chciałbyś mieć dzieci? -wyrwałem się z zamyślenia.
- Czego?!
- Dzieci...wiesz takie małe...
- Wiem co to dzieci idiotko! -przerwałem z oburzeniem i wstałem.
- Już idziesz??? -sytała z rozpaczą.
Całkowicie ją zignorowałem i wyszedłem. Auto już na mnie czekało. Jeden plus tego wszystkiego...miałem własniego szofera.
Jakimś cudem udało nam się ominąć większe korki. W siedzibie było już prawie pusto. Ludzie kończyli pracę i wracali do domów. Szedłem pustym korytarzem. Po chwili zatrzymałem się.
- Sadzisz, że nie wiem, że za mną idziesz?? - odwróciłem się w stronę Fury'ego.
- Oh... Nie będę przeszkadzał. Myślałem, że moje informacje mogą Cię zainteresować...
- Mów...
- Rose zaginęła.
- Ok.. Co?!!! Jak to?!! -ocknąłem się po chwili i ruszyłem w jego stronę.
- Loki spokojnie...
- Jak mam niby być spokojny?!
- Przecież to zwykła ziemianka, śmiertelniczka, aż tak Cię obchodzi?
- Rose jest.... Masz ja znaleźć, bo jak nie.. Ooh nie chcesz wiedzieć co was czeka!
- Co na to Odyn?
- A co mnie on chodzi Odyn?! Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz. Nigdy nie byłem, nie jestem ani nie będę jak Thor!
Odwróciłem się i ruszyłem do siebie...
Rose
Ocknełam się w jakimś małym pomieszczeniu. Leżałam na zimnej metalowej podłodze. Podniosła się i wyjezalam przez małe okienko. Morze... ze wszystkich stron morze i nigdzie londu.
Ocknełam się w jakimś małym pomieszczeniu. Leżałam na zimnej metalowej podłodze. Podniosła się i wyjezalam przez małe okienko. Morze... ze wszystkich stron morze i nigdzie londu.
Paul nie był taki. Jednak rządzą władzy go zmieniła. Chciał być lepszy od Starka... Chciał posiąść moją moc. Ta obsesja go wyniszczyła od środka. Kiedyś... podawał się za mojego przyjaciela, ale po tym co mi zrobił chcę zrobić tylko jedno. Patrzeć jak cierpi, tak jak kiedyś on to robił mi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz