piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 6

     Nie spałem. Dowiedziałem się o tej całej misji. Ona nie mogła lecieć... To było zbyt duże ryzyko dla nich wszystkich. Musiałem ją zatrzymać. Ostrzec przed tym wszystkim. Zbliżała się piąta rano. Na korytarzu zrobił się mały ruch. Wyszedłem z pokoju i poszedłem na miejsce zbiórki naszych bohaterów. Byli tak zajęcie, że nie zauważali mnie. Bezczelni...
      Do odlotu były gotowe dwa samoloty.
- Star i Rogers prostu na przyjęcie, a reszta w wyznaczone miejsce. Przyczajacie się i zabieracie to co nasz - mówił donośnie Fury.
To miał być jeden dzień, a z tego co on mówił zanosiło się na więcej. Nie wytrzymałem. Kiedy wchodzili na pokłady samolotów, chwyciłem Rose za rękę i pociągnąłem na bok.
- Co ty wyprawiasz?! - spytała z wściekłością.
Może mogłem ją trochę delikatniej chwycić za tą rękę....
- Na ile tam lecicie?
- A co już tęsknisz?
- Rose... -wysyczałem.
- Na cztery może pięć dni -odpowiedziała w końcu.
- Oszalałaś już do reszty?! - wtedy wszyscy się na nas spojrzeli.
Miałem to gdzieś musiałem przemówić jej do rozsądku.
- O co ci chodzi Loki? -zapytała spokojnie.
- Nie możesz tam lecieć. Nie rozumiesz, że nie panujesz nad swoją mocą... - mówiłem już spokojniej.
- Dam sobie radę. Nie martw się -zapewniała.
Już nic nie mówiłem. Ona podbiegła do reszty i weszli na pokład.
Stałem tam jeszcze jak już odlecieli. Zorientowałem się, że Fury idzie w moją stronę. Jeszcze ten mi był potrzebny...
- Przejdźmy do mojego gabinetu -powiedział tylko.
Ruszyłem za nim. Cała drogę milczał. Weszliśmy do jego gabinetu, a on zakluczył za mną drzwi. Usiadłem się na krześle przed jego biurkiem, on zajął miejsce w swoim fotelu.
- Jak poszukiwania żony? -spytał.
- Nie po to mnie tu wezwałeś.
- Nie. Powiedz mi co się dzieje z Rose - zmienił temat.
- Jej moc się uaktywnia, ale nie umie nad nią jeszcze zapanować. Nie wiadomo jak potężna jest ta moc, ale może być zagrożeniem dla nas wszystkich, a w szczególności dla siebie samej -wyjaśniłem bez okazywania emocji.
- Jak mamy jej pomóc?
- Nie wysyłajcie jej na misje, póki się to nie unormuje. A nie czekaj..wy już to zrobiliście! -wykrzyczałem.
Nic nie odpowiedział. Uznałem to za zakończenie rozmowy. Szybkim krokiem wyszedłem z jego gabinetu i trzasnąłem drzwiami. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie, ale szybko wszyscy się rozproszyli. No cóż miałem minę jakbym chciał ich wszystkich pozabijać.
- Bracie! -usłyszałem radosny okrzyk za moimi plecami.
- Gdzieś ty był?! - wybuchnąłem.
Thor spojrzał na mnie zaskoczony taką rekcją z mojej strony. Oh... Myślał, że rzucę mu się na szyje?
- Już wróciłem...
- Za późno. Rose już poleciała...
- Stark tam będzie! Spokojnie -uspokajał.
- Nawet nasz...twój ojciec...Nawet Odyn nie widział czegoś takiego, a ty myślisz, że ten blaszak sobie poradzi?!
Zamilkł. Chyba jako pierwszy zrozumiał powagę sytuacji.
***
     Lecieliśmy w miłej atmosferze. Nat pilotowała, a ja i Clint graliśmy w karty.
- Jeżeli coś się zacznie dziać pamiętaj, że masz od razu mówić - przypominała.
- Spokojnie. Mam nadzieje, że to coś od Starka będzie działać.
Przed wylotem wręczył mi coś w rodzaju zegarka, tyle że mającego badać poziom uaktywniania się mojej mocy. Przez cały czas wskazywało 1%. Czasami podnosiło się do 2%, ale szybko opadało. Stark miał przy sobie drugą część tego urządzenia. Dzięki temu również mógł monitorować to wszystko.
- Benner dzwoni -oznajmiła Natasha.
- Daj na głośno -powiedział Clint.
- Hej Nat. Jest tam może Rose? - usłyszeliśmy jego głos.
- A macie video rozmowę!
Wdusiła kilka przycisków i już po chwili pojawił się obraz w powietrzu.
- Hej Bruce -przywitałam się.
- Witaj. Mam do ciebie prośbę. Mam pouzupełniać twoje dane medyczne. Wyślesz mi próbkę swojej krwi? -mówił powoli.
Czyli serum dla mnie było tak tajne, że nawet reszta załogi nie mogła o tym wiedzieć. No nieźle.
- Jasne. Zaraz to zrobię -uśmiechnęłam się i rozłączyłam.
Podeszłam do specjalnego urządzenia i przyłożyłam tam palce. Poczułam lekkie ukucie i krew zaczęła się sączyć do pojemniczka. Dzięki wspaniałym oprogramowaniom Tony'ego, już po chwili wszystkie dane były u Bruca. Wróciłam na poprzednie miejsce i dokończyłam grę w karty.
      Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, udaliśmy się pieszo do naszej bazy. Bazą okazała się stara chatka, ale lepsze to niż nic. Zapewne Steve i Tony pławili się w tym samym czasie w luksusie. Rozpakowaliśmy się w małych pokojach i każdy zajął się sobą. Ja poszłam na spacer do lasu. Potrzebowałam wytchnienia. Spacerowałam w ciszy. Nagle coś się zaczęło ze mną dziać. Próbowałam to jakoś powstrzymać, ale nie wiedziałam jak. Czułam, że odrywam się od ziemi. Nie miałam pojęcia jak to przerwać. Kurczowo trzymałam się drzewa, ale i to nie pomagało. Starałam się jakoś uspokoić. Unosiłam się już kilka centymetrów. Loki! Opadłam na ziemie. Wystarczyło, że pomyślałam o nim, a to wszystko minęło. Leżałam i wpatrywałam się w lekko pochmurne niebo, ledwo co łapiąc oddech.
- Loki... -wyszeptałam i podniosłam się.
Pomału wróciłam do chatki, cały czas o nim myśląc. Czułam, że go potrzebowałam bardziej niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać.
- Gdzieś ty była? -przywitała mnie na progu Nat.
- Na spacerze...
- Nie znikaj tak.
Weszłam do środka. Nie chciałam im mówić o dzisiejszym zajściu chociaż wiem, że powinnam to zrobić. Jednak stwierdziłam, że po co mają się mną martwić skoro mamy ważną misję do zrealizowania. Chciałam już jak najszybciej wrócić.
***
     Czułem, że coś się z nią dzieje. Niestety byłem za daleko, aby jej w jakiś sposób pomóc. Właściwie wpadłem na jeden pomysł. Zamknąłem się w swoim pokoju i usiadłem na tym nędznym skrawku materaca. Zamknął oczy i maksymalnie się skupiłem. Już po chwili tam byłem. Byłem koło niej. Wyglądała przez okno stojąc do mnie tyłem.
- Witaj -przywitałem się.
- Loki? -wyszeptała zdziwiona.
- Gdzie reszta?
- Clint na zwiadach, a Nat w ogródku... Jak ty..? - była wręcz zszokowana.
- Tak magiczna sztuczka -zaśmiałem się.
Niepewnie podeszła do mnie bliżej, a już po chwili wtuliła się we mnie. Niezbyt wiedziałem jak mam się zachować. Objąłem ją delikatnie i przytuliłem do siebie. Zaszlochała cicho. Odsunąłem ją lekko i uniosłem jej podbródek. Wpatrywała się we mnie tymi pięknymi oczami, z których teraz spływały łzy. Otarłem je i ponownie przytuliłem ją do siebie.
- Boję się... -wyszeptała.
- Wiem, ale musisz przez to przejść. Będę przy tobie... -odpowiedziałem.
Otworzyłem oczy, bo ktoś dobijał się do mojego pokoju. Nie chciałem tego kończyć, mimo iż dla niej będzie to tylko sen...ale chciałem żeby wiedziała, że jej pomogę.
Energicznie otwarłem drzwi. Stał w nich nie kto inny jak Thor.
- Czego chcesz?!
- Szykuj się. Za pół godziny masz randkę.
- Z kim...?
- Niestety nie jest nią Rose... -zaśmiał się, a ja zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem.
Co on sobie myśli?! Nie miałam zamiaru tam iść, ale musiałem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz