Nie mogłem uwierzyć, że TARCZA składa się z samych niedorozwiniętych idiotów...! Byłem wściekły! Wiedzieli, że mogłem ją uratować, to zamiast pozwolić mi działać zamknęli mnie pod kluczem.
- Co ty wyprawiasz?! -wparował Thor.
- O co ci chodzi?
- Tak porwali Rose, ale to nie jest pretekst żeby zmasakrować całe piętro i wysłać dziesięciu agentów do szpitala!
Westchnąłem tylko.
- Mogę ją uratować...
- Loki... jakby ci to wyjaśnić jesteś psychopata!
- Długo nad tym myślałeś?!
- Bracie....
- Wracaj sobie do Jane albo do Odyn... Możesz mu przekazać, że mam gdzieś jego warunki! -odparłem.
Nic nie odpowiedział. Czekałem aż wyjdzie. Miałem gdzieś tron! Patrzyłem mu prosto w oczy nie ugiąłem się ani na chwilę. Wyszedł. Opadłem na podłogę. Byłem bezsilny.
Miałem tylko jedno wyjście... narozrabiać....
Rose
Ciągle byłam uwięziona... nie mogłam patrzeć na morze, bo od razu chciałam się napić wody, ale oczywiście lepiej sprawić aby twój zakładnik konał z wycieczenia.
Paul zawsze miał nie równo pod sufitem ale ze posunął się do tego szczerze mnie zaszokowało, ani przez chwilę nie pomyślałam że to on. Od zawsze chciał być najpotężniejszy... chciał być drugim Bogiem... Sądził że z moja mocą mogę być jego przepustką... Nigdy! Nigdy mu nie pomogę... wolę zginąć.
Nagle drzwi potwornie zaskrzypiały i wszedł on...
- Witaj kotku... -powiedział z uśmiechem.
Przypomniało mi się jak Loki tak mnie nazwał...
- Czego ode mnie chcesz? |
- Chcę moc teseraktu!
- Mógłbyś być bardziej oryginalny... -wycedziłam.
- Znasz kogoś kto mi może pomóc.
Spojrzałam na niego pytająco. Stał nade mną. Nie miałam siły się podnieść.
- Loki...
- Nigdy ci nie pomoże...
- Oh niby dlaczego?
- Bo mnie porwałeś - nie sądziłam że to powiem no ale..
- Hahahah Rose, właśnie dlatego mi pomoże. Albo teserakt, albo twoje życie. Dobrze wiemy co jest ważniejsze dla niego....
Wiedział wszystko... Znał nasze słabości... To był koniec. Miałam tylko nadzieję, ze ten jeden raz Loki będzie egoistycznym sobą i nie odda mu teseraktu...Właśnie teraz zdałam sobie z tego sprawę...Była ważna dla Lokiego. Ciągle odpychałam od siebie tą idiotyczną myśl. Jak ja mogę być ważna dla niego? Pytałam samej siebie. Sama najlepiej wiedziałam ile miał adoratorek, a on tak jakby wybrał mnie. Myślałam o słowach Nat... O tym, że może wysadzić cały świat, a martwi się tylko o mnie. Moje przemyślenia przerwał Paul.
- Powiedz mi tylko jedną rzecz... Czy ty go tak serio kochasz? Wiesz sądziłem, że wybierzesz Kapitana, a tu proszę -zaśmiał się na koniec.
- Może lubię niegrzecznych chłopców?
- Pochlebiasz mi.
- O nie... Ty, mój drogi, jesteś żałosny...
Zamurowało go. Szybkim krokiem wyszedł i zatrzasnął drzwi. Pięknie...
Spojrzałam na nadgarstek. Zegarek zniknął... Gdzie jest ta cholerna T. A. R. C. Z. A. Przeklęłam w myślach. Zwinęłam się w kłębek i po prostu czekałam.
Loki
Przez szybę widziałem jak Avengers krzątają się. Miałem już plan. Ryzykowałem nim tylko życie kilku.. kilkunastu zbędnych ludzi. Jak na mnie to postęp. Siedziałem w spokoju. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Uznali, że jestem teraz najmniej wartościowym pionkiem w tej grze... Idioci. Czekałem aż zapadnie noc. Kiedy na korytarzu zgasły światła chciałem zacząć działać. Niespodziewanie w moją stronę zaczęła zbliżać się Czarna Wdowa. Nie powiem B A R D Z O zdziwił mnie jej widok.
- Czego chcesz? -spytałem kiedy tylko się zbliżyła.
- Porozmawiać... -wyszeptała.
Była ewidentnie zestresowana i przygnębiona.
- A więc mów..
- Uratuj ją...
Stałem wryty jak kołek.
- Uratuj ją... Tylko ty możesz to zrobić. Loki ona nie może zginąć. Fury ciągle każe nam czekać. Rose jest nie do wykrycia. Nie możemy czekać.
- Oni wiedzą, że tu jesteś?
- Nie... Pomogę ci uciec, ale tylko tyle mogę zrobić -oznajmiła.
No cóż obędzie się bez zabijania. Zgodziłem się. Okół pierwszej w nocy Nat wróciła. Bez przeszkód dotarliśmy do jakiegoś tylniego wyjścia.
- Zaufałam ci...
- Chodzi Rose.
Na tym nasza rozmowa się skończyła. Wyszedł na dwór. W kilka sekund ogarnął mnie chłód nocy. Teraz byłem wolny. Dawno tego nie robiłem, no ale.... W końcu jestem Loki! Co to dla mnie?!
Rose
Leżałam wycieńczona. Czułam, że za chwilę odlecę...dosłownie. Paul mnie nie odwiedzał...w ogóle nikt tu nie przychodził. Pragnęłam tylko wody...nic więcej. Ohhh czy on na prawdę nie rozumiał, że ja nie kontroluje nad tą mocą..nawet nie wiem czym ta moc jest... Drzwi zaskrzypiały. Do środka wszedł jakiś osiłek Paula. Stanął nade mną z miną pełną pogardy i rzucił mi butelkę wody po czym wyszedł. Od razu ją wzięłam. Wiedziałam, że muszę ją oszczędzać. Nie wiedział kiedy znowu da mi coś abym nie padła. Upiłam kilka łyków. Położyłam się na plecach i wpatrywałam w sufit. Nie mogłam się na niczym skupić. Wolałabym żeby mnie od razu zabił... Byłam na to po prostu za słaba. Wiedział, że prędzej czy później się załamię. Nie mogłam się już powstrzymywać. Rozluźniłam się i zamknęłam oczy. Po chwili czułam, że zaczynam się unosić, jak i zasypiać.
Śniłam, że jestem w jakimś nieznanym mi miejscu. Bardzo pięknym. Była to ogromna łąka oświetlona blaskiem gwiazd i księżyca. Trzy czwarte łąki było porośnięte przez kwiaty w odcieniach błękitu. Było tak spokojnie. Wiatr delikatnie plątał mi włosy. Nikogo prócz mnie nie było. Ruszyłam na środek łąki. Kiedy tam dotarłam zdawało się, że księżyc jest centralnie nade mną. Położyłam się wśród kwiatów. Niebo było przepiękne. To wszystko było takie realne. Gwiazdy migotały, uniosłam rękę w górę. Wydawały sie być tak blisko, że można je dotknąć.
- Chyba jednak są za wysoko...
Opuściłam rękę. Ciągle wpatrywałam się w gwiazdy. Bałam się, że jak rozejrzę się za nim okaże się, że to tylko wiatr ze mną igra.
- Nie stęskniłaś się?
Odwróciłam głowę w lewa stronę. Szedł w moją stronę.
- Tęskniłam... - wyszeptałam.
- Jesteśmy tu sami. Nie bój się... -usiadł się koło mnie.
Podniosłam się i spojrzałam mu prosto w oczy. Te piękne, zielone oczy... Nie odzywaliśmy się. Po prostu siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Delikatnie trzymał moje dłonie. To wystarczyło żebym poczuła się bezpiecznie.
- Loki... -zaczęłam, ale tak na prawdę nie wiedziałam co chciałam mu powiedzieć albo po prostu się bałam.
Uśmiechnął się tylko i położył. Rozłożył prawe ramię na wznak, że mam uczynić to samo. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Objął mnie prawą rękę, a lewą położył na moim policzku. Każdy jego ruch względem mnie był taki delikatny i spokojny. Nie powiem pochlebiało mi to.
- Wiem o co chciałaś zapytać...
Uniosłam głowę. Wzrok skierowany miał w gwiazdy.
- O co?
- Czy Cię kocham...
- A więc....?
Przeszył mnie niemiłosierny ból. Lewitowałam i upadlam. Ten sen... Uniosłam się na rękach. Nie byłam w stanie wstać. Usłyszałam głosy niedaleko pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
- Nie ma nic za darmo... - powiedział Paul.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął drugi mężczyzna.
To było nie możliwe...
- Kto? –droczył się z nim.
- Kobieta, którą kocham! Gdzie jest Rose?!!!
Loki... on na prawdę... On mnie kocha.