sobota, 21 listopada 2015

Rozdział 8

Loki
   Nie mogłem uwierzyć, że TARCZA składa się z samych niedorozwiniętych idiotów...! Byłem wściekły! Wiedzieli, że mogłem ją uratować, to zamiast pozwolić mi działać zamknęli mnie pod kluczem.
- Co ty wyprawiasz?! -wparował Thor.
- O co ci chodzi?
- Tak porwali Rose, ale to nie jest pretekst żeby zmasakrować całe piętro i wysłać dziesięciu agentów do szpitala!
Westchnąłem tylko.
- Mogę ją uratować...
- Loki... jakby ci to wyjaśnić jesteś psychopata!
- Długo nad tym myślałeś?!
- Bracie....
- Wracaj sobie do Jane albo do Odyn... Możesz mu przekazać,  że mam gdzieś jego warunki!  -odparłem.
Nic nie odpowiedział. Czekałem aż wyjdzie. Miałem gdzieś tron! Patrzyłem mu prosto w oczy nie ugiąłem się ani na chwilę. Wyszedł. Opadłem na podłogę. Byłem bezsilny.
Miałem tylko jedno wyjście... narozrabiać....
Rose
   Ciągle byłam uwięziona... nie mogłam patrzeć na morze, bo od razu chciałam się napić wody, ale oczywiście lepiej sprawić aby twój zakładnik konał z wycieczenia.
Paul zawsze miał nie równo pod sufitem ale ze posunął się do tego szczerze mnie zaszokowało, ani przez chwilę nie pomyślałam że to on. Od zawsze chciał być najpotężniejszy... chciał być drugim Bogiem... Sądził że z moja mocą mogę być jego przepustką... Nigdy! Nigdy mu nie pomogę... wolę zginąć.
Nagle drzwi potwornie zaskrzypiały i wszedł on...
- Witaj kotku... -powiedział z uśmiechem.
Przypomniało mi się jak Loki tak mnie nazwał...
- Czego ode mnie chcesz? |
- Chcę moc teseraktu!
- Mógłbyś być bardziej oryginalny... -wycedziłam.
- Znasz kogoś kto mi może pomóc.
Spojrzałam na niego pytająco. Stał nade mną. Nie miałam siły się podnieść.
- Loki...
- Nigdy ci nie pomoże...
- Oh niby dlaczego?
- Bo mnie porwałeś - nie sądziłam że to powiem no ale..
- Hahahah Rose, właśnie dlatego mi pomoże. Albo teserakt, albo twoje życie. Dobrze wiemy co jest ważniejsze dla niego....
Wiedział wszystko... Znał nasze słabości... To był koniec. Miałam tylko nadzieję, ze ten jeden raz Loki będzie egoistycznym sobą i nie odda mu teseraktu...Właśnie teraz zdałam sobie z tego sprawę...Była ważna dla Lokiego. Ciągle odpychałam od siebie tą idiotyczną  myśl. Jak ja mogę być ważna dla niego? Pytałam samej siebie. Sama najlepiej wiedziałam ile miał adoratorek, a on tak jakby wybrał mnie. Myślałam o słowach Nat... O tym, że może wysadzić cały świat, a martwi się tylko o mnie. Moje przemyślenia przerwał Paul.
- Powiedz mi tylko jedną rzecz... Czy ty go tak serio kochasz? Wiesz sądziłem, że wybierzesz Kapitana, a tu proszę -zaśmiał się na koniec.
- Może lubię niegrzecznych chłopców?
- Pochlebiasz mi.
- O nie... Ty, mój drogi, jesteś żałosny...
Zamurowało go. Szybkim krokiem wyszedł i zatrzasnął drzwi. Pięknie...
      Spojrzałam na nadgarstek. Zegarek zniknął... Gdzie jest ta cholerna T. A. R. C. Z. A.  Przeklęłam w myślach. Zwinęłam się w kłębek i po prostu czekałam.
 Loki
      Przez szybę widziałem jak Avengers krzątają się. Miałem już plan. Ryzykowałem nim tylko życie kilku.. kilkunastu zbędnych ludzi. Jak na mnie to postęp. Siedziałem w spokoju. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Uznali, że jestem teraz najmniej wartościowym pionkiem w tej grze... Idioci. Czekałem aż zapadnie noc. Kiedy na korytarzu zgasły światła chciałem zacząć działać. Niespodziewanie w moją stronę zaczęła zbliżać się Czarna Wdowa. Nie powiem B A R D Z O zdziwił mnie jej widok.
- Czego chcesz? -spytałem kiedy tylko się zbliżyła.
- Porozmawiać... -wyszeptała.
Była ewidentnie zestresowana i przygnębiona.
- A więc mów..
- Uratuj ją...
Stałem wryty jak kołek.
- Uratuj ją... Tylko ty możesz to zrobić. Loki ona nie może zginąć. Fury ciągle każe nam czekać. Rose jest nie do wykrycia. Nie możemy czekać.
- Oni wiedzą, że tu jesteś?
- Nie... Pomogę ci uciec, ale tylko tyle mogę zrobić -oznajmiła.
No cóż obędzie się bez zabijania. Zgodziłem się. Okół pierwszej w nocy Nat wróciła. Bez przeszkód dotarliśmy do jakiegoś tylniego wyjścia.
- Zaufałam ci...
- Chodzi Rose.
Na tym nasza rozmowa się skończyła. Wyszedł na dwór. W kilka sekund ogarnął mnie chłód nocy. Teraz byłem wolny. Dawno tego nie robiłem, no ale.... W końcu jestem Loki! Co to dla mnie?!
Rose
     Leżałam wycieńczona. Czułam, że za chwilę odlecę...dosłownie. Paul mnie nie odwiedzał...w ogóle nikt tu nie przychodził. Pragnęłam tylko wody...nic więcej. Ohhh czy on na prawdę nie rozumiał, że ja nie kontroluje nad tą mocą..nawet nie wiem czym ta moc jest... Drzwi zaskrzypiały. Do środka wszedł jakiś osiłek Paula. Stanął nade mną z miną pełną pogardy i rzucił mi butelkę wody po czym wyszedł. Od razu ją wzięłam. Wiedziałam, że muszę ją oszczędzać. Nie wiedział kiedy znowu da mi coś abym nie padła. Upiłam kilka łyków. Położyłam się na plecach i wpatrywałam w sufit. Nie mogłam się na niczym skupić. Wolałabym żeby mnie od razu zabił... Byłam na to po prostu za słaba. Wiedział, że prędzej czy później się załamię. Nie mogłam się już powstrzymywać. Rozluźniłam się i zamknęłam oczy. Po chwili czułam, że zaczynam się unosić, jak i zasypiać.
    Śniłam, że jestem w jakimś nieznanym mi miejscu. Bardzo pięknym. Była to ogromna łąka oświetlona blaskiem gwiazd i księżyca. Trzy czwarte łąki było porośnięte przez kwiaty w odcieniach błękitu. Było tak spokojnie. Wiatr delikatnie plątał mi włosy. Nikogo prócz mnie nie było. Ruszyłam na środek łąki. Kiedy tam dotarłam zdawało się, że księżyc jest centralnie nade mną. Położyłam się wśród kwiatów. Niebo było przepiękne. To wszystko było takie realne. Gwiazdy migotały, uniosłam rękę w górę. Wydawały sie być tak blisko, że można je dotknąć.
- Chyba jednak są za wysoko...
Opuściłam rękę.  Ciągle wpatrywałam się w gwiazdy. Bałam się, że jak rozejrzę się za nim okaże się, że to tylko wiatr ze mną igra.
- Nie stęskniłaś się?
Odwróciłam głowę w lewa stronę. Szedł w moją stronę.
- Tęskniłam... - wyszeptałam.
- Jesteśmy tu sami. Nie bój się... -usiadł się koło mnie.
Podniosłam się i spojrzałam mu prosto w oczy. Te piękne, zielone oczy... Nie odzywaliśmy się. Po prostu siedzieliśmy naprzeciwko siebie. Delikatnie trzymał moje dłonie. To wystarczyło żebym poczuła się bezpiecznie.
- Loki... -zaczęłam, ale tak na prawdę nie wiedziałam co chciałam mu powiedzieć albo po prostu się bałam.
Uśmiechnął się tylko i położył. Rozłożył prawe ramię na wznak, że mam uczynić to samo. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej. Objął mnie prawą rękę, a lewą położył na moim policzku. Każdy jego ruch względem mnie był taki delikatny i spokojny. Nie powiem pochlebiało mi to.
- Wiem o co chciałaś zapytać...
Uniosłam głowę. Wzrok skierowany miał w gwiazdy.
- O co?
- Czy Cię kocham...
- A więc....?
Przeszył mnie niemiłosierny ból. Lewitowałam i upadlam. Ten sen... Uniosłam się na rękach. Nie byłam w stanie wstać. Usłyszałam głosy niedaleko pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
- Nie ma nic za darmo... - powiedział Paul.
- Gdzie ona jest?! - krzyknął drugi mężczyzna.
To było nie możliwe...
- Kto? –droczył się z nim.
- Kobieta, którą kocham! Gdzie jest Rose?!!!
Loki... on na prawdę... On mnie kocha.


wtorek, 29 września 2015

Rozdział 7

Loki
   To był najgorszy wieczór w moim życiu. Ostatnia kandydatka przebiła wszystkie swoje poprzedniczki.  Nie szło z nią nawiązać żadnego tematu na poziomie, bo cały czas siedziała z wlepionymi ślepiami we mnie. Była mną zafascynowana...  Jak to ujęła... "Jesteś idealnym ideałem nad wszystkie ideały"
Co to właściwie znaczy?! Oh... inteligencją to się w ogóle nie popisała... Miałem już dość tego wszystkiego!
Kompletnie wykończony opadłem na łóżko, do którego w ogole się nie przyzwyczaiłem. Wtedy pierwszy raz prawdziwie i szczerze zatęskniłem za Asgardem i Rose.
Fury dał mi rozplanowane moje "randki" na kartce A4. Nie przypuszczałem, że aż tyle ziemianek... nedznych smiertelniczek będzie miało odwagę się ze mną spotkać. No cóż... kolejne spotkanie miałem zaplanowane dopiero na godzinę 18:30. Wziąłem prysznic i przebralrm się w dres. Polozylem na łóżko i zamknąłem oczy. Już po chwili zasnalem.
Rose
    Na dworze cały czas lało. Clint poszedł na strych gdzie mieliśmy wszystkie komputer, a ja z Nat siedziałyśmy w kuchni. Czekałyśmy na jaki kol wiem sygnał od agencji. Wolałyśmy mieć już to za sobą. To czekanie było najgorsze.
- Pogadamy tak szczerze? -przerwała dłuższą ciszę.
-Em.. jasne.
- W skali od 1 do 10 musisz podać na ile ci się podobają nasi Avengersi!
- Oszalalas... ale pytaj - byłam znudzona tą bezczynnością więc się zgodzilam.
- Thor?
- hmm.. 6? Nie jest w moim typie.
- Okay... Steve?
- 8... - wyszeptałam.
Przypomniało mi się jak wtedy mnie pocałował. Jednak ja do niego nic nie poczułam i nic w tych sprawach nie miało się zmienić.
- Tony?
- Emmm... chyba też 8...
- Wasze dogadywanie się bez słów czasami mnie przeraża... Okay.. Clint jest już żonaty to nawet tematu nie zaczynamy.. Em Bruce?
- Ten temat pozostawiam tobie...
- Co masz na myśli?
- Ciągnie was do siebie jak dwa... Chciałam użyć jakiegoś stwierdzenia fizycznego czy coś w stylu Bruca czy Starka, ale jednak im zostawię te dziedziny... Oh po prostu ciągnie was do siebie!
Natasha uśmiechnęła się delikatnie, a na jej policzkach pojawiły się rumience.
- Loki? -powiedziała po chwili.
- Co Loki?
- No dobra nie jest Avengersem, ale na ile go oceniasz? -spytała łagodnie.
- Wcale.. to... Loki
- Loki,  który może wysadzić całą ziemię, a troszczy się tylko o Ciebie... Coś musi być na rzeczy,  nie sadzisz?
- Nie...
- Jak uważasz, ale tylko przy tobie staje się, jakby to ujął Stark: "Łagodnym Jelonkiem" - stwierdziła z uśmiechem.
Zasmialam się. Brakowało mi trochę tego psychopaty, jego sarkazmu, jego cudownych oczu... Stop! Nie mogłam tak o nim myśleć przecież to ciągle był Loki, ale z drugiej strony nie mogłam zaprzeczać, za polubiłam spędzać z nim czas.
    Wpatrywalam się w senny krajobraz za oknem. Krople deszczu szybko splywalay po szybach, jakby toczyły  walkę, która będzie pierwsza.
- Myślisz o nim i nie staraj się zaprzeczyć... -powiedziała po jakimś czasie.
- Tak... myślę o tym jakim jest potworem... mordercą
- Ale...?
- Ale nie chce o tym rozmawiać..
- Wcale tak o nim nie myślisz -uśmiechnęła się i poszła na górę.
Zostawiła mnie sam na sam z moim metlikiem.
Siedziałam w samotności. Nat długo nie wracałam. Nagle razem z Clintem zbiegli po schodach.
- Dzisiaj w nocy! -krzyknął.
Zerwalam się z miejsca. Szybko się spakowalismy. To była nasza jedyna szansa.
    Nat pilotowała samolot. Razem z Clintem szykowalismy sprzęt.
- Jarvis otworzy wam typ nie drzwi macie być niewidzialni! -tłumaczył Stark przez wideo rozmowę.
- Na bankiecie będzie cały sprawca tego zamieszania -dodał Steve.
- Przycisniemy go -zasmaiala się Nat.
- Rose.... -zaczął Tony.
- Cały czas jest 1% spokojnie dam radę - uśmiechnęłam się.
Uwierzyli.... Prawda była taka, że potwornie się bałam. Loki miał rację.
      Od 15 minut czekaliśmy przyczajeni w jakichś krzakach. W końcu Jarvis nas wpuścił do środka. To miejsce było pod całkowitą ochroną. Clint pobiegł na dach. Ja z Nat miałam gorzej. Musialysmy wtopic się w tłum... "Pozyczylysmy"sobie stroje kelnerek i ruszyłyśmy na salę. Od czasu do czasu podalysmy komuś kieliszek i na tym nasz rola się kończyła. Ciągle czekałyśmy na jakiś znak od chłopaków kogo mamy dokładnie szkuać. Postanowiłyśmy się rozdzielić żeby lepiej zbadać teren. Poszłam na piętro wyżej. Miałam z tamtąd wgląd na całą salę, gdzie odbywał się bankiet. Widziałam Nat, Starka i Rogersa w tłumie składającym im jakieś gratulacje czy coś takiego. Pewnie za tak dziene chronienie ojczyzny i świata. Jednakże niegdzie nie było kogoś kto by chodźby troszeczkę odbiegał od normy.
- Przepraszam? - usłyszałam męski głos za swoimi plecami.
Skądś już znałam ten głos...Odwróciłam sięw stronę mężczyzny. Był to wysoki blondyn z blizną koło prawego oka.
- Paul...
- Witaj Rose. Nie wiedziałem, że tutaj pracujesz...
- Czego chcesz?!
- Właściwie to mam już wszystko... - uśmiechnął się i pomachał mi pendrivem przed oczami.
-Ty..!
- Oh...nawet nie pomyślałaś, że to mogłem być ja. Czuję się zawiedziony...i bardzo tobą rozczarowany! Brać ją chłopcy...- powiedzi
Jego ochroniarze chwycili mnie za ręce. Chciałam krzyczeć, ale Paul wstrzyknął mi coś w ramię i film mi się urwał.

Loki
     Siedziałem na swojej randce w jakimś opuszczonym magazynie. Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może...zawsze jest! Ta kobieta miała prawdziwego bzika na moim punkcie. Zerwała z chłopakiem bo stwierdziła, że jesteśmy do siebie przeznaczeni...ugh..
- Ile chciałbyś mieć dzieci? -wyrwałem się z zamyślenia.
- Czego?!
- Dzieci...wiesz takie małe...
- Wiem co to dzieci idiotko! -przerwałem z oburzeniem i wstałem.
- Już idziesz??? -sytała z rozpaczą.
Całkowicie ją zignorowałem i wyszedłem. Auto już na mnie czekało. Jeden plus tego wszystkiego...miałem własniego szofera.
Jakimś cudem udało nam się ominąć większe korki. W siedzibie było już prawie pusto. Ludzie kończyli pracę i wracali do domów. Szedłem pustym korytarzem. Po chwili zatrzymałem się.
- Sadzisz, że nie wiem, że za mną idziesz?? - odwróciłem się w stronę Fury'ego. 
- Oh... Nie będę przeszkadzał. Myślałem, że moje informacje mogą Cię zainteresować... 
- Mów... 
- Rose zaginęła. 
- Ok.. Co?!!! Jak to?!! -ocknąłem się po chwili i ruszyłem w jego stronę. 
-  Loki spokojnie... 
- Jak mam niby być spokojny?! 
- Przecież to zwykła ziemianka, śmiertelniczka, aż tak Cię obchodzi? 
- Rose jest.... Masz ja znaleźć, bo jak nie.. Ooh nie chcesz wiedzieć co was czeka! 
- Co na to Odyn? 
- A co mnie on chodzi Odyn?! Chyba zapomniałeś z kim rozmawiasz. Nigdy nie byłem, nie jestem ani nie będę jak Thor! 
Odwróciłem się i ruszyłem do siebie... 

Rose
    Ocknełam się w jakimś małym pomieszczeniu. Leżałam na zimnej metalowej podłodze. Podniosła się i wyjezalam przez małe okienko. Morze... ze wszystkich stron morze i nigdzie londu. 
Paul nie był taki. Jednak rządzą władzy go zmieniła. Chciał być lepszy od Starka... Chciał posiąść moją moc. Ta obsesja go wyniszczyła od środka. Kiedyś... podawał się za mojego przyjaciela, ale po tym co mi zrobił chcę zrobić tylko jedno. Patrzeć jak cierpi, tak jak kiedyś on to robił mi... 

piątek, 24 lipca 2015

Rozdział 6

     Nie spałem. Dowiedziałem się o tej całej misji. Ona nie mogła lecieć... To było zbyt duże ryzyko dla nich wszystkich. Musiałem ją zatrzymać. Ostrzec przed tym wszystkim. Zbliżała się piąta rano. Na korytarzu zrobił się mały ruch. Wyszedłem z pokoju i poszedłem na miejsce zbiórki naszych bohaterów. Byli tak zajęcie, że nie zauważali mnie. Bezczelni...
      Do odlotu były gotowe dwa samoloty.
- Star i Rogers prostu na przyjęcie, a reszta w wyznaczone miejsce. Przyczajacie się i zabieracie to co nasz - mówił donośnie Fury.
To miał być jeden dzień, a z tego co on mówił zanosiło się na więcej. Nie wytrzymałem. Kiedy wchodzili na pokłady samolotów, chwyciłem Rose za rękę i pociągnąłem na bok.
- Co ty wyprawiasz?! - spytała z wściekłością.
Może mogłem ją trochę delikatniej chwycić za tą rękę....
- Na ile tam lecicie?
- A co już tęsknisz?
- Rose... -wysyczałem.
- Na cztery może pięć dni -odpowiedziała w końcu.
- Oszalałaś już do reszty?! - wtedy wszyscy się na nas spojrzeli.
Miałem to gdzieś musiałem przemówić jej do rozsądku.
- O co ci chodzi Loki? -zapytała spokojnie.
- Nie możesz tam lecieć. Nie rozumiesz, że nie panujesz nad swoją mocą... - mówiłem już spokojniej.
- Dam sobie radę. Nie martw się -zapewniała.
Już nic nie mówiłem. Ona podbiegła do reszty i weszli na pokład.
Stałem tam jeszcze jak już odlecieli. Zorientowałem się, że Fury idzie w moją stronę. Jeszcze ten mi był potrzebny...
- Przejdźmy do mojego gabinetu -powiedział tylko.
Ruszyłem za nim. Cała drogę milczał. Weszliśmy do jego gabinetu, a on zakluczył za mną drzwi. Usiadłem się na krześle przed jego biurkiem, on zajął miejsce w swoim fotelu.
- Jak poszukiwania żony? -spytał.
- Nie po to mnie tu wezwałeś.
- Nie. Powiedz mi co się dzieje z Rose - zmienił temat.
- Jej moc się uaktywnia, ale nie umie nad nią jeszcze zapanować. Nie wiadomo jak potężna jest ta moc, ale może być zagrożeniem dla nas wszystkich, a w szczególności dla siebie samej -wyjaśniłem bez okazywania emocji.
- Jak mamy jej pomóc?
- Nie wysyłajcie jej na misje, póki się to nie unormuje. A nie czekaj..wy już to zrobiliście! -wykrzyczałem.
Nic nie odpowiedział. Uznałem to za zakończenie rozmowy. Szybkim krokiem wyszedłem z jego gabinetu i trzasnąłem drzwiami. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie, ale szybko wszyscy się rozproszyli. No cóż miałem minę jakbym chciał ich wszystkich pozabijać.
- Bracie! -usłyszałem radosny okrzyk za moimi plecami.
- Gdzieś ty był?! - wybuchnąłem.
Thor spojrzał na mnie zaskoczony taką rekcją z mojej strony. Oh... Myślał, że rzucę mu się na szyje?
- Już wróciłem...
- Za późno. Rose już poleciała...
- Stark tam będzie! Spokojnie -uspokajał.
- Nawet nasz...twój ojciec...Nawet Odyn nie widział czegoś takiego, a ty myślisz, że ten blaszak sobie poradzi?!
Zamilkł. Chyba jako pierwszy zrozumiał powagę sytuacji.
***
     Lecieliśmy w miłej atmosferze. Nat pilotowała, a ja i Clint graliśmy w karty.
- Jeżeli coś się zacznie dziać pamiętaj, że masz od razu mówić - przypominała.
- Spokojnie. Mam nadzieje, że to coś od Starka będzie działać.
Przed wylotem wręczył mi coś w rodzaju zegarka, tyle że mającego badać poziom uaktywniania się mojej mocy. Przez cały czas wskazywało 1%. Czasami podnosiło się do 2%, ale szybko opadało. Stark miał przy sobie drugą część tego urządzenia. Dzięki temu również mógł monitorować to wszystko.
- Benner dzwoni -oznajmiła Natasha.
- Daj na głośno -powiedział Clint.
- Hej Nat. Jest tam może Rose? - usłyszeliśmy jego głos.
- A macie video rozmowę!
Wdusiła kilka przycisków i już po chwili pojawił się obraz w powietrzu.
- Hej Bruce -przywitałam się.
- Witaj. Mam do ciebie prośbę. Mam pouzupełniać twoje dane medyczne. Wyślesz mi próbkę swojej krwi? -mówił powoli.
Czyli serum dla mnie było tak tajne, że nawet reszta załogi nie mogła o tym wiedzieć. No nieźle.
- Jasne. Zaraz to zrobię -uśmiechnęłam się i rozłączyłam.
Podeszłam do specjalnego urządzenia i przyłożyłam tam palce. Poczułam lekkie ukucie i krew zaczęła się sączyć do pojemniczka. Dzięki wspaniałym oprogramowaniom Tony'ego, już po chwili wszystkie dane były u Bruca. Wróciłam na poprzednie miejsce i dokończyłam grę w karty.
      Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, udaliśmy się pieszo do naszej bazy. Bazą okazała się stara chatka, ale lepsze to niż nic. Zapewne Steve i Tony pławili się w tym samym czasie w luksusie. Rozpakowaliśmy się w małych pokojach i każdy zajął się sobą. Ja poszłam na spacer do lasu. Potrzebowałam wytchnienia. Spacerowałam w ciszy. Nagle coś się zaczęło ze mną dziać. Próbowałam to jakoś powstrzymać, ale nie wiedziałam jak. Czułam, że odrywam się od ziemi. Nie miałam pojęcia jak to przerwać. Kurczowo trzymałam się drzewa, ale i to nie pomagało. Starałam się jakoś uspokoić. Unosiłam się już kilka centymetrów. Loki! Opadłam na ziemie. Wystarczyło, że pomyślałam o nim, a to wszystko minęło. Leżałam i wpatrywałam się w lekko pochmurne niebo, ledwo co łapiąc oddech.
- Loki... -wyszeptałam i podniosłam się.
Pomału wróciłam do chatki, cały czas o nim myśląc. Czułam, że go potrzebowałam bardziej niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać.
- Gdzieś ty była? -przywitała mnie na progu Nat.
- Na spacerze...
- Nie znikaj tak.
Weszłam do środka. Nie chciałam im mówić o dzisiejszym zajściu chociaż wiem, że powinnam to zrobić. Jednak stwierdziłam, że po co mają się mną martwić skoro mamy ważną misję do zrealizowania. Chciałam już jak najszybciej wrócić.
***
     Czułem, że coś się z nią dzieje. Niestety byłem za daleko, aby jej w jakiś sposób pomóc. Właściwie wpadłem na jeden pomysł. Zamknąłem się w swoim pokoju i usiadłem na tym nędznym skrawku materaca. Zamknął oczy i maksymalnie się skupiłem. Już po chwili tam byłem. Byłem koło niej. Wyglądała przez okno stojąc do mnie tyłem.
- Witaj -przywitałem się.
- Loki? -wyszeptała zdziwiona.
- Gdzie reszta?
- Clint na zwiadach, a Nat w ogródku... Jak ty..? - była wręcz zszokowana.
- Tak magiczna sztuczka -zaśmiałem się.
Niepewnie podeszła do mnie bliżej, a już po chwili wtuliła się we mnie. Niezbyt wiedziałem jak mam się zachować. Objąłem ją delikatnie i przytuliłem do siebie. Zaszlochała cicho. Odsunąłem ją lekko i uniosłem jej podbródek. Wpatrywała się we mnie tymi pięknymi oczami, z których teraz spływały łzy. Otarłem je i ponownie przytuliłem ją do siebie.
- Boję się... -wyszeptała.
- Wiem, ale musisz przez to przejść. Będę przy tobie... -odpowiedziałem.
Otworzyłem oczy, bo ktoś dobijał się do mojego pokoju. Nie chciałem tego kończyć, mimo iż dla niej będzie to tylko sen...ale chciałem żeby wiedziała, że jej pomogę.
Energicznie otwarłem drzwi. Stał w nich nie kto inny jak Thor.
- Czego chcesz?!
- Szykuj się. Za pół godziny masz randkę.
- Z kim...?
- Niestety nie jest nią Rose... -zaśmiał się, a ja zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem.
Co on sobie myśli?! Nie miałam zamiaru tam iść, ale musiałem...

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 5

    Kiedy się obudziłam w pokoju panował pół mrok. Ucieszyłam się bo nie lewitowałam, jednak czułam się jakbym miała zaraz to zrobić, ale coś mnie trzymało. Loki... Kiedy odwróciłam głowę zobaczyłam naszego jelonka. Spał odkryty, a lewą ręką dotykał moich dłoni. Nie trzymał ich jakoś ciężko, tak żeby mnie przygwoździć, żebym nie zaczęła fruwać, ale lekko i delikatnie. Tyle wystarczyło. Kiedy spał był taki...spokojny. Jego czarne włosy były w nieładzie i opadały na twarz. Dopiero teraz się dowiedziałam, że kręcą mu się włosy. Nie wyglądał na kogoś kto by muchę skrzywdził, a co dopiero...zabijał ludzi.
Pomału podniosłam swoje dłonie spod jego.
- Ał...-wysyczał.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. On otworzył oczy ukazując swoje cudne zielone tęczówki.
- Co się stało? -spytałam ciągle zdziwiona.
- Kopnęłaś mnie prądem...i to tal dosyć porządnie... - wymamrotał.
Usiadł się i odgarnął włosy z twarzy. Cały czas wpatrywałam się w niego.
- Przepraszam...-powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało... Wyspałaś się? -zmienił temat.
- Tak..dziękuję...
- A jak ręka?
- Lepiej...Loki dziękuję -powtórzyłam.
- Proszę.
Nie okazywał jakichkolwiek uczuć. Cały on. Podniosłam się z łóżka, co i on od razu uczynił. Sięgnęłam po świeże ubrania, a on wyszedł z pokoju. Założyłam jeansy i białą luźną bokserkę.
      Gdy weszłam do salonu zobaczyłam Lokiego przy blacie kuchennym. Ciągle był w samych spodniach dresowych. Nie był tak umięśniony jak Thor, ale o tak wyglądał niczego sobie.
- Co robisz? -spytałam.
- Śniadanie... -powiedział cicho.
Podeszłam bliżej. Na blacie spoczywało już kilka kanapek. Troszkę krzywych, ale doceniłam jego starania.
- Zrobić coś do picia? -zaproponowałam.
- Nie..usiądź. Ręka cię jeszcze boli -powiedział cały czas skupiając się na swojej pracy.
On się o mnie...martwił. Poczułam się wyróżniona wśród wszystkich ludzi na świecie. Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam na krześle obok niego.
- Powinieneś chodzić w takich włosach -powiedziałam sięgając po jedną z kanapek.
- Ta..może. Wolę tamten rodzaj fryzury... -powiedział i nalał nam obojgu soku.
Kiedy to zrobił zajął miejsce obok mnie. Jedliśmy w ciszy. O dziwo czułam się normalnie, a nie jakbym miała odlecieć. W ostatnich dniach to wszystko się nasilało. Ciszę przerwał dzwonek mojego telefonu.
- Halo.
- Hej. Loki może już zejść, auto czeka -usłyszałam głos Nat.
- Jasne, już mu przekazuje.
- Mogę na chwilę do ciebie wstąpić?
- Pewnie -powiedziałam radośnie.
- Musisz już iść Loki...
Bez słowa wstał od blatu. Wziął swoje ubrania i poszedł do łazienki. Chwilę później był już gotowy do wyjścia.
- Do zobaczenie jelonku -pożegnałam się.
Ten zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Do zobaczenia kotku
Po tych słowach wyszedł...Kotku?! Chwilę później weszła Nat. Przeniosłam się do salonu i usiadłam na kanapie. Od razu do mnie dołączyła. Chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała zbytnio jak.
- Wal śmiało -zaczęłam.
- O co chodzi ze Stevem?
- Em..on...mnie pocałował -wymamrotałam.
Wpatrywała się we mnie. Była w szoku.
- Nasz Steve??? -zaśmiała się.
- Tsaa...
- Okay. Nie wnikam, ale z tego co widzę to chyba on cię nie kręci...
- Jest przystojny, miły i w ogóle, ale jakoś...nie, nie kręci mnie - odpowiedziałam.
- Bo ja też w innej sprawie - powiedziała już znacznie poważniej.
- Co się stało?
- Jest akcja...ktoś wykradł dość tajny i ważny plik dla T.A.R.C.Z.-y - mówiła przyciszonym głosem.
- Czego dotyczy?
- Nas...agentów. Naszego oddziału. Naszej przeszłości. Mojej, twojej i pary innych. Chodzi im tylko o te najciekawsze. Fury chce żebyśmy to odzyskali -mówiła z powagą.
- Gdzie to jest?
- Mała wyspa niedaleko Japonii. Nikt o niej nie wie...prócz nas.
- Kto leci?
- Ja, ty, Clint, Stark i....Kapitan.
Och...no cóż taka robota.
- Kiedy lecimy?
- Jutro rano...teraz musimy jechać do siedziby. Będziemy tam nocować.
- Okay...no to jedźmy... - powiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Pocieszał mnie fakt obecności Starka. W razie czego może uda mu się powstrzymać..te moje zdolności.  Wzięłam butelkę wody z lodówki i skórzaną kurtkę. Na dole stało zaparkowane czarne auto. T.A.R.C.Z.A. nie używa innych kolorów. Wsiadłyśmy do środka, a Nat odpaliła pojazd. Jak zawsze w Nowym Jorku panował ruch na ulicy nie zależnie od pory dnia czy nocy.
- Hej...będzie dobrze -pocieszała mnie.
- Z czym?...
- Z tym czymś co masz, z Kapitanem...
- Szczerze...Steve to teraz chyba mój najmniejszy problem -odpowiedziałam.
Liczyłam na to, że Kapitan zachowa się jak prawdziwy żołnierz i nie będzie wiązał życia prywatnego z zawodowym.
      W siedzibie było dużo ludzi, jednak nie były to jakieś tłumy. Przeszłyśmy od razu do biura Fury'ego. Byłyśmy pierwsze. Chwilę później pojawił się Clint i Stark. Ostatni przyszedł Steve. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, a Fury nam wyjaśniał co i jak po kolei.
- Jakieś pytania? -zakończył.
- Nie -stwierdził za nas wszystkich Stark.
- Świetnie do zobaczenia o 5 rano -pożegnał się Fury.
Wyszliśmy z jego biura. Steve zniknął pierwszy. Nie chciałam żeby nasze relacje tak wyglądały. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Tony. Pociągnął mnie delikatnie na bok. Nat i Clint cały czas nas obserwowali.
- Banner pracuje nad...serum...które może pomóc -powiedział szeptem.
- Jejku...serio? -od razu się uśmiechnęłam.
Musiał się powstrzymać żeby nie psiknąć z radości.
- Tak...ale nie mów nikomu. To jest tajne..
- Jak wszystko tutaj...
- Bądź ostrożna jutro...nie wiadomo czego oni tak naprawdę chcą -mówił z powagą.
- Spokojnie -uścisnęłam go mocno z radości co odwzajemnił.
Podeszłam z powrotem do Nat. Clinta już nie było.
- Co? -spytałam.
Cały czas patrzyła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ty i Stark? -spytała cicho.
Zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie. Szybko mnie dogoniła.
- Jak mogło ci to przyjść do głowy? Przecież Stark jest z Pepper, a po za tym jest dla mnie ciutkę za start...nie uważasz?
- To Stark...a wy jesteście ze sobą dość blisko...
- Nie...nigdy! Po prostu mi pomaga. Może to dziwne, ale Tony Stark to dobry przyjaciel.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Okay...chodźmy już do pokoju -stwierdziła na co przytaknęłam.
Czekała nas ciężka misja. Potrzebowałam się wyciszyć i odpocząć. Witaj przygodo...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 4

    Nadszedł dzień randki naszego nordyckiego bożka. Steve się nie odzywał, może i lepiej.
Szykowałam się na wieczór. Założyłam zwiewną sukienkę, ale i tak ją ściągnęłam. Stwierdziłam, że to nie ja idę na randkę. Przebrałam się w ciemne jeansy z wysokim stanem oraz białą koszulę w czarne grochy. Na nogi założyłam czarne buty na lekkiej koturnie. Ostatni raz spojrzałam w lustro. Poprawiłam włosy, które chociaż przez chwile były idealnie ułożone. Sięgnęłam po skórzaną kurtkę i wyszłam z mieszkania.
Na dole czekał już na mnie samochód. Otworzyłam tylne drzwi i weszłam do środka.
- Witaj Rose -usłyszałam męski głos obok mnie.
- Witaj Loki -odpowiedziałam.
Nie spojrzałam na niego, jednak on robił to ciągle. Przez całą drogę swój wzrok miał wbity we mnie.
       Kiedy dojechaliśmy na miejsce wyszliśmy z auta, które zaraz odjechało. Dopiero wtedy spojrzałam na Laufeyson. Miał na sobie elegancki czarny garnitur, spod którego wychodziła ciemna, zielona koszula... Oczywiście. Wyglądał świetnie.
- Ślicznie wyglądasz -powiedział.
- Dziękuję, ty też niczego sobie -odpowiedziała.
Staliśmy przy starej latarni na rogu. Mieliśmy się tam spotkać z ową kandydatką.
- Może nie przyjdzie..
Kiedy to powiedział dostałam od niej sms.
- Margaret napisała, że mamy już iść na górę, ona do nas dołączy za jakąś chwilę -odczytałam mu wiadomość.
Poszliśmy do starego budynku niedaleko latarni. Weszliśmy na sam jego szczyt. Na dachu był przygotowany stolik i para krzeseł. Wszystko było już przygotowane. Było tam bardzo romantycznie.
- Co ja mam robić?
- Bądź sobą -stwierdziłam i podeszłam bliżej krawędzi dachu.
Widok był cudowny.
- Myślisz, że ktoś jest w stanie pokochać nordyckiego boga psychopatę?
- Myślę, że to nie jesteś do końca prawdziwy ty -powiedziałam lekko się uśmiechając.
Zapanowała cisza, którą po chwili przerwał tupot wysokich szpilek. W naszym kierunku szła szczupła i wysoka dziewczyna z pięknymi blond lokami.
- Witaj Loki -powiedziała uśmiechając się ponętnie.
- Margaret -powiedział niepewnie.
- No to ten..emm..ja was zostawiam, jestem piętro niżej jak coś -szybko powiedziałam i skierowałam się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili obróciłam się i spojrzałam na Lokiego. Wpatrywał się we mnie wzrokiem typu Błagam Cię...weź mnie stąd!
Uśmiechnęłam się szeroko i zniknęłam za drzwiami.
***
      Dlaczego mnie zostawiła?! To wszystko...to nie było dla mnie. Bycie cały czas miłym. Uśmiechanie się do siebie, słodkie żarciki...nie! Chciałem żeby jak najszybciej się to skończyło. Miałem najzwyczajniej dość tego natrętnego babska. W końcu zobaczyłem zmierzającą w naszą stronę Rose. Nie powiem, uciszyłem się.
- Moi drodzy niestety musimy już kończyć -oznajmiła.
Szybko poderwałem się z krzesła i stanąłem obok niej.
-  Och...no cóż. Było bardzo miło. Do zobaczenia Loki - powiedziałam Margaret i skierowała się do wyjścia. Odetchnąłem z ulgą.
- I jak? -spytała.
- Błagam... Nie każcie mnie w ten sposób! Powiedz, że kolejne są bardziej rozgarnięte... - powiedziałem wpatrując się w nią.
- Nie wiem...sam się przekonasz - uśmiechnęła się szeroko.
  Odetchnąłem pomału i udałem się w stronę wyjścia. Usłyszałem za sobą śmiech dziewczyny, był bardzo uroczy. Nagle poczułem jej ręce na swoich ramionach. Podskakiwała z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Moja niedola aż tak cię bawi? - otworzyłem drzwi.
- Emm..tak! Bo to zabawne. Wielki Loki, bóg nordycki szukający miłości na ziemi, a tu pfff -ewidentnie była w wspaniałym humorze.
No cóż...chociaż ona.
Zeszliśmy na dół i czekaliśmy na auto, które ma nas odebrać.
- A tak w ogóle....to co z moją mocą? -spytała trochę poważniej.
- Nie teraz....błagam. Zajmę się, ale nie teraz -wymamrotałem.
Nie drążyła tematu. I dobrze... Po jakichś 15 minutach przyjechał samochód. Oboje zajęliśmy miejsca na jego tyłach.
- Fury kazał przekazać, że Loki ma spać dzisiaj u ciebie Rose -powiedział kierowca.
- Co?! Ale... Dlaczego? -wykrzyknęła dziewczyna.
Było się tak ze mnie nie nabijać... Marna ludzka rasa...
- Nie wiem. Kazał przekazać wiadomość.
Była nieźle wkurzona przez całą drogę. W końcu dotarliśmy do jej mieszkania.
- Gdzie mogę spać? -spytałem przerywając panującą pomiędzy nami ciszę.
- Kanapa -wymamrotała.
- Miałaś jakieś plany?
- Nie..ale... -oparła się o blat kuchenny.
- Nie podnieca cię opcja moje nocowania tutaj... - dokończyłem i usiadłem się na kanapę
- Dokładnie...
- Nie martw się możesz spać spokojnie -zapewniłem.
- Jesteś głodny? Coś do picia? -zaproponowała.
- Nie dziękuję... Masz może jakieś męskie ubrania?
- Nie....ale mam za duże dresy. Zły rozmiar mi przysłali. Zaraz ci przyniosę - powiedziała i poszła w głąb mieszkania.
       Po około 30 minutach byłem już po prysznicu. Rose poszła do siebie, a ja siedziałem na kanapie. W mieszkaniu było dosyć ciepło więc spokojnie mogłem spać bez koszulki. Leżałem z zamkniętymi oczami, a w całym domu panowała cisza. Przerwał ją dźwięk tłuczonego naczynia i słaby krzyk Rose. Zerwałem się z kanapy i poszedłem do niej. Zapaliłem światło na podłodze siedziała Rose z zakrwawioną ręką.
- Przyniesiesz mi bandaż...czy coś? - wyszeptała.
- Jasne...a gdzie masz?
- W łazience. Szafka obok lusterka.
Od razu skierowałem się w wyznaczone mi miejsce. Wziąłem wszystkie potrzebne rzeczy i wróciłem do pokoju.  Siedziała w tym samym miejscu. Usiadłem się na przeciwko niej. Wyjąłem jakieś waciki i przyłożyłem do jej ręki. Ona sięgnęła po wodę utlenioną i przemyła nią ranę. Zasyczała cicho z bólu. Wziąłem bandaż i owinąłem jej rękę.
- Co się stało? -spytałem.
Cały czas siedzieliśmy naprzeciw siebie.
- Nic... Idź już... -odpowiedziała spuszczając wzrok.
- Zapytam jeszcze raz... Co się stało?
- Zasnęłam już i... Nagle się obudziłam. Loki ja lewitowałam... Wystraszyłam się i spadłam zahaczając o szklankę -powiedziała cicho, a po jej policzku spłynęła łza.
- Hej... To przez tą moc. Thor wraca za jakieś trzy dni... Wytrzymasz?
- Jasne. Jak coś Stark jest pod ręką -odpowiedziała.
Nie uważałem, żeby dobrym pomyślałem było mieszanie się ludzi w sprawy innych światów, o których nie mają żadnego pojęcia.
- Idź już spać... Posiedzę przy tobie w razie czego -powiedziałem pomagając jej stanąć.
Rose położyła się i mocno przykryła kołdrą. Już po chwili zasnęła. Pozbierałem stłuczone szkoły i wyrzuciłem do kosza. Po powrocie do pokoju usiadłem się na skraju łóżka. W pokoju było już ciemno. Można było dostrzec jedynie mały, przykryty po same uszy, kłębek miarowo oddychający. To było na prawdę dziwne. Pierwszy raz od bardzo dawna chciałem pomóc.

sobota, 23 maja 2015

Rozdzial 3

     Obudziłam się w nowocześnie urządzonym pokoju. Byłam w nim pierwszy raz. Nie wiedziałam czy to był wciąż sen czy już normalne życie, o ile takim można nazwać moje.
- Dzień dobry Rose. Pan Stark czeka u siebie - usłyszałam głos Jarvisa.
Na krześle, na przeciwko mnie wisiały świeże ubrania. Założyłam świeże jeansy i luźną koszulkę z napisem AC/DC. Jarvis zaprowadził mnie do Tony'ego. Siedział w jednym ze swoich laboratoriów. To było małe, w formie gabinetu. Siedział przy małym biurku.
- Mam pewne podejrzenia, że to twoja bluzka - zażartowałam.
- Może...
  Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Oczywiście coś projektował. Nie zagłębiałam się szczególnie w jego szkice, bo i tak bym nic z tego niezrozumiała.
- Masz coś? W związku z tym czymś...? - spytałam niepewnie.
- Yy...no bo... Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale Jelonek może mieć racje... - powiedział nie kryjąc swojego zdziwienia.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Oparłam się o biurko i nic nie mówiłam. Chwilowa cisze przerwał dźwięk jakiegoś powiadomienia na moim telefonie. Szybko go odblokowałam i sprawdziła co to takiego. Okazało się, że pierwsze dwie dziewczyny odpisały w sprawie randki z Lokim...wow nie sądziłam, że tak szybko pójdzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Będę już lecieć Tony.
- Już? Może jeszcze jakieś badania? Poczekaj na Bannera... - mówił.
- Yy...później... Śpieszę się... Papa! - powiedziałam szybko i wyszłam. 
    Od razu złapałam taksówkę i pojechałam do siedziby T.A.R.C.Z-y.
***
     Siedziałem w swoim pokoju. Moja cisze i spokój przerwało pukanie do drzwi.
- Prośże... - powiedziałem od niechcenia.
Drzwi się otworzyły i ujrzałem szczuplutka, wysoka blondynkę.
- Fury prosi do siebie - powiedziała delikatnym głosem, jednakże nie tak delikatny jak Rose.
  Wstałem bez słowa i poszedłem za nią. Okazało się, że Fury nie był sam.
- Dzień dobry Rose - uśmiechnąłem się w kierunku dziewczyny.
- Dzień dobry - powiedziała sucho.
- Ja was może zostawię samych - zaproponował Nick i zaczął kierować się do wyjścia.
- Nie.. Przejdziemy się - powiedziała Rose.
Nie protestowałem. Wyszliśmy za budynek agencji. Były tam wielkie ogrody.
- Mów o co chodzi - zacząłem.
- Odezwały się dwie dziewczyny. Z pierwszą się spotkasz jutro o 16:00. Fury już wie. Przywiozą cie w wyznaczone miejsce. Też tam będę. Później zostawię was samych, ale będę mieć was na oku - wyjaśniła.
- Masz już wszystko zaplanowane, pozostało mi się tylko zgodzić. Mogę wiedzieć jak ma na imię ta dziewczyna?
Usiedliśmy się na ławce, w cieniu rozłożystego drzewa.
- Margaret - powiedziała.
  Siedzieliśmy w ciszy. Ja oparty o ławkę, ona siedząc po turecku na niej, wpatrywaliśmy się w białe obłoki na niebie. Nie siedzieliśmy blisko. Wolała zachowywać dystans.
Nie moglem się temu dziwić. Wiedziała do czego jestem zdolny, ale nie wiedziała, że nie chce jej skrzywdzić.
Miała smutny i przygnębiony wyraz twarzy.
- Co się dzieje?
- Nic... -powiedziała wręcz szeptem.
- No przecież widzę - podniosłem się i lekko zbliżyłem.
- Byłam wczoraj u Starka....
- Przespałaś się z nim??? - przerwałem jej.
- Nie! A zresztą co ja się będę ci zwierzać... -oburzyła się i chciała wstać.
- Oh...no już przepraszam, siadaj i mów.
- No wiec byłam u Starka i zrobił mi badania odnośnie mojej mocy... Porównywał to z mocą Thora...
- Miałem racje - jej twarz jeszcze bardziej posmutniała, a w oczach zbierały się łzy.
Nie wiedziałem co zrobić, nigdy nie umiałem pocieszać kogoś.
- Pomogę ci... - teraz siedzieliśmy bardzo blisko siebie.
  Spojrzała mi w oczy. Po jej policzku splynela łza, a zaraz za nią druga i kolejna.
- Hej...będzie dobrze... - próbowałem pocieszyć.
- Rose wszystko dobrze?! - nadbiegał do nas Kapitan.
- Tak ja tylko... - powiedziała przez łzy.
- Coś ty jej zrobił? - skierował swój gniew na mnie.
- Nic -powiedziałem równo z Rose.
- Wynos się stad - rozkazał.
  Spojrzałem jeszcze raz na nią. Powstrzymywała plącz. Czekała aż odejdę. Tak też zrobiłem. Pierwszy raz do czułem. Pierwszy raz martwiłem się o kogoś.
***
     Loki zniknął za zakrętem, a ja wybuchnęłam płaczem. Steve od razu przytulił mnie do siebie. Potrzebowałam tego.
- Jestem tu...już dobrze.... Potrzebujesz odpoczynku. Jutro masz wolne - powiedział delikatnie nie wypuszczając mnie z objęć.
- Jestem omówiona z Lokim... Wiesz Fury mnie wkręcił -odpowiedziałam.
- Loki... Powiedz mi co tu się stało.
- Naprawdę nic Steve. To nie przez niego, uwierz mi - zapewniałam.
 Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał w oczy.
- Martwię się o ciebie...
- Nie musisz, ale to mile -odpowiedziałam z uśmiechem.
 Odwzajemnił go, ale ciągle był zmartwiony tym co sie stalo. Tak wlascisie to nic sie nie stalo.
      Steve postanowił odwiedźcie mnie do domu, co było całkiem niepotrzebne. Potrzebowałam spaceru, ale on nalegał. O dziwo nie jechaliśmy jego ukochanym harleyem, a samochodem. Pięknym czarnym Jaguarem, oczywiście należącym do T.A.R.C.Z-y.
- A co u ciebie? - spytałam.
Nie lubiłam jeździć w całkowitej ciszy.
- W porządku. Kupiłem mieszkanie na Brooklynie! - powiedz z uśmiechem.
- Ooo no to gratuluje.
- A dziękuje bardzo, będziesz musiała przyjść je zobaczyć.
- Z chęcią - odpowiedziałam.
 Resztę drogi cały czas o czymś rozmawialiśmy. Przez co droga mineła bardzo szybko.
- Wejdziesz na kawę? - zaproponowałam.
- Z chęcią.
Na klatce schodowej panowała cisza. Musieliśmy iść schodami, bo winda się popsuła. Dobrze, że tylko na piąte piętro.
  Od kluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zaświeciłam światło i przeszłam do kuchni. Moja kuchnia łączyła się z "holem" i salonem. Bardzo lubiłam to mieszkanko. Milo jeszcze balkon na całą szerokość salonu, dwie sypialnie, z jednej została zrobiona garderoba i łazienkę wielkości małego pokoju.
      W oczekiwaniu na kawę ciągle rozmawialiśmy. Siedzieliśmy przy blacie kuchennym. Proponowałam żeby iść na sofę, ale Steve stwierdził, ze to jest przyjemniej. Nie kłóciłam się, w końcu to Kapitan Ameryka.
- Pyszna ta kawa - powiedział upijając kolejny łyk.
Uśmiechnęłam się tylko ze spuszczonym wzrokiem. Nagle poczułam jego dłoń na moim podbródku. Uniósł go lekko do góry i zbliżył sie. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Już po chwili poczułam jego usta na moich. Rękę miał w moich włosach, a drugą zjechał na talię.
Szybko się odsunęłam.
- Lepiej będzie jak już pójdziesz - powiedziałam cicho.
On bez słowa wyszedł. Dlaczego on to zrobił... Nie chciałam myśleć o tym ani o nim. Poszłam wsiąć prysznic i  położyłam się na łózko.
 Czułam się dziwnie. Myślałam o Lokim...to było strasznie dziwne. Jedna część mnie nienawidziła go, a druga była przez niego przyciągana. No ale to nie był mój jedyny problem. Steve. Na prawdę go lubiłam, to świetny facet, ale nic do niego nie czułam. Nie chciałam o tym myśleć. Przewinęłam się na drugi bok i zasnęłam.
***
    W agencji panowała już cisza. Leżałem u siebie i wpatrywałem się w sufit. Myślałem o Rose. O tym co się stało. Thor wyjechał z Jane na wakacje i nawet nie moglem z nim o tym porozmawiać. Pewnie spędzała mile chwile z Kapitanem. Bylem również ciekawy co wyniknie z tej...randki. Wszystkie te myśli zostały jednak przytłoczone przez jedna inną....Rose.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

      Mój nowy pokój był... Cały biały i miał pięć metrów na pięć, a ten kawałek materaca okazał się mym łóżkiem.
Nie spałem już od godziny. Wpatrywałem się w pusty sufit. Nie miałam pojęcie jak będzie wyglądało szukanie żony dla mnie. Kiedy próbowałem wstać czułam się jakby plecy mi miały zaraz odpaść. Podszedłem do szafy. Cud! Chociaż ubrania były w moich kolorach. Założyłem czarne spodnie i ciemnozieloną koszulę.
      Na korytarzu była już masa ludzi. Poszedłem do biura szefa tych kolorowych przebierańców. Wszyscy na mnie patrzyli z pogardą lub ze strachem. Odsuwali się na boki kiedy nadchodzikem. Szedłem dumnie, z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś. Siadaj - wskazał mi fotel na przeciwko biurka.
- Sucham? - spytałem zajmując miejsce.
- Thor mi już wszystko wyjaśnił. Gdzie niby chcesz znaleźć żonę? - czułam, że ze mnie drwi... Jak wszyscy.
- Nie wiem... Jakoś - tu byłem bezradny.
Mogłem wymyślić najlepszą strategie wojny, ale nie potrafiłem znaleźć żony.
- Ciekawy plan.
- Pójdę na żywioł.
Byłem w dołku... I to głębokim.

***

      Dzień wolny. Wstałam około 10:00. Poszłam umyć włosy i zaparzyłam kawę. W końcu nie musiałam chodzić w strój od tarczy. Założyłam wygodne dresy i luźną bluzkę. Zawinęłam włosy w turban i usiadłam się na kanapie. Kiedy się już wygodnie położyłam usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście...
- Nick? - spytałam zdziwiona.
Moje zdziwienie było jeszcze większe kiedy zza niego wyłonił się Loki.
Weszli do mojego domu. Nie no proszę bardzo...
- Mam dla ciebie specjalne zadanie agentko Pirce.
- Tak? - byłam zdołowana.
- Zajmiesz się nim. Powodzenia w szukaniu żony - oznajmił i wyszedł.
Nie mogłam w to uwierzyć. Fantastycznie! Loki stał w moim salonie z nie schodzącym z jego twarzy uśmiechem.
- Od czego zaczynamy? - spytał.
- Nie wiem! Nigdy nie szukałam żony dla nordyckiego boga z Asgardu, który teoretycznie nie powinien istnieć.
- Tak jak twoja moc? Czy raczej jej skrawek nad którym jako tako panujesz? - mówiąc to zbliżał się do mnie, a ja stalam jak wryta.
- Jak ty...? Fury ci powiedział?
- Nie. Czuje twoją moc Rose. Jesteś potężniejsza niż możesz to sobie wyobrażać!
Nie wiedziałam co mam odpowiedziec.
- To jest przekleństwo...
- Dar... A ja mogę cię nauczyć go kontrolować - mówił przekonująco.
- Jak?
- Już ja coś wymyśle. W zamian znajdziesz mi żonę.
Wybuchłam śmiechem. Co on sobie myślał.
- To nie jest takie proste. Ona cię musi kochać.
- Kto powiedział, że szukam żony na całe życie... Chcę tronu, który mi się należy!
- A nie twojemu bratu?
Jego wzrok mógłby zabić. Z drugiej strony potrzebowałam pomocy, mimo iż Stark i Banner są genialnymi naukowcami wątpie żeby okiełznali to co jest we mnie.
- Zgoda... - powiedziałam po cichu.
Loki usiadł się na kanapie, a ja nie widziałam od czego zacząć. Chodziłam w te i spowrotem. No bo co... Miałam napisać na jakimś profilu randkowym w jego imieniu: Hej jestem Loki z Asgardu i jestem mitycznym bogiem nordyckim....
- Dobra... Loki. Masz jakieś wymagania czy coś?
- Żeby się nadawała..
- A czyli najlepiej jakby o tym wszystkim wiedziała?
- Było by cudownie.
- Ejjj...
Przyniosłam laptopa z pokoju. I zaczełam szukać.
- Mógłbym wiedzieć co ty robisz?
- Po twoim najeździe na Nowy Jork powstała strona dla twoich... Fanek, które cię... Kochają?... Czyli wiedzą! Poszukam jakichś i napisze do nich - w głębi duszy nie mogłam ze śmiechu.
Zapowiadała się niezła zabawa.
Nic nie mówił. Cały czas bacznie mnie obserwował. Czulam się trochę nie zręcznie.
- Ile miałaś lat?
- 10... Była burza, pioruny i wypadek... Tyle pamiętam... - nie odrywałam wzroku od monitora, tak jak i on ode mnie.
- To nie był zwykły piorun... Moje przepuszczenia są takie, że miał on związek z piorunem z mlotu Thora, tak jak i twoja moc -mówił spokjnie, jakby to było coś oczywistego.
- Chętnie pozbęde się tej "mocy".
- Ona jest w tobie... Jak ci idzie? - zmienił temat.
- Dobrze. Wysłałam wiadomość do kilku dziewczyn z konta T.A.R.C.Z.Y, teraz czekam aż odpiszą. Powiadomie cie o tym - powiedziałam.
Chciałam żeby już sobie poszedł. Denerwowal mnie samym byciem. No i ten jego przebiegły uśmiech, który nigdy nie schodził z jego twarzy. Zadzwonilam do Fury'ego żeby go już odebrał.
      Cały czas siedzieliśmy w ciszy. Może i lepiej. Nie chciałam wdawać sie z nim w żadne pogaduchy. Liczylam tylko na to, że dotrzyma swojej obietnicy.

       Około 18:00 byłam pod wieżą Starka. Nick przyjechał po asgardczyka jakieś pół godziny po moim telefonie. Ulżyło mi.
- Dzień dobry agentko Pierce - usłyszalam głos J.A.R.V.I.S - a. 
- Hej. Zawieź mnie do Starka.
Już po chwili winda ruszyła. Tony był na 10 pietrze w swoim, jednym z wielu, laboratoriów.
- Nie przeszkadzam? - spytalam.
- Nie...wejdz proszę.
Stał nad jednym ze swoich zbroi i coś przy niej grzebał. Usiadłam się na krzesło obrotowe bez słowa. Wolałam poczekać aż skończy żeby mu nie przeszkadzać.
W końcu skończył i usiadł się na przeciwko mnie.
- Tony... czy moglbys to ze mnie wyciągnąć? - spytalam nie pewnie.
Nie miałam pojęcia czy mu się uda. Zaufałam mu.
- Loki był dzisiaj u ciebie. Fury mi mówił...a więc co ci ten jeleń na opowiadał...
- Że ta moc jest podobna do mocy z młota Thora... -powiedzialam na jednym wdechu.
- Kładz się - wskazał na coś w rodzjau kozetki.
Od razu na to wskoczyłam. Było na prawdę wygodne.
- To co teraz pobawisz się w psychologa?
- Nie. Będę sobą - odparł szperając w szufladzie.
- Ekscentryczny playboy, miliarder i filantrop w jednej osobie chyba na nic mi się nie przyda...
Rzucił mi poważne spojrzenie, chociaż wiedziałam, ze uwielbia cięte riposty.
- No to tak.... Podłącze cię do takiego czegoś, nie chce mi się tłumaczyć i sprawdze pracę twojego ...orgamizmu najprościej mówiąc... - starał się jak najkrócej to ująć.
- W towarzystwie Bannera czujesz się pewnie jak w raju...
- Ciii...nie mów Pepper - zasmial się.
Ulozylam się wygodnie, a on podlaczyl do mnie to dziwne urządzonko.
- Jarvis... Pokazuj mi od razu wszystko co choćby trochę odbiega od normy!
- Tak jest sir - odpowiedział posłusznie.
Zapowiadał się długi wieczór...właściwie to cała noc. Chciałam wiedzieć. Jeśli Loki miał racje... Wydawał się jedyną osobą, która by coś wiedziała o tej mocy.
A miałam być tylko tajna agentka...