Kiedy się obudziłam w pokoju panował pół mrok. Ucieszyłam się bo nie lewitowałam, jednak czułam się jakbym miała zaraz to zrobić, ale coś mnie trzymało. Loki... Kiedy odwróciłam głowę zobaczyłam naszego jelonka. Spał odkryty, a lewą ręką dotykał moich dłoni. Nie trzymał ich jakoś ciężko, tak żeby mnie przygwoździć, żebym nie zaczęła fruwać, ale lekko i delikatnie. Tyle wystarczyło. Kiedy spał był taki...spokojny. Jego czarne włosy były w nieładzie i opadały na twarz. Dopiero teraz się dowiedziałam, że kręcą mu się włosy. Nie wyglądał na kogoś kto by muchę skrzywdził, a co dopiero...zabijał ludzi.
Pomału podniosłam swoje dłonie spod jego.
- Ał...-wysyczał.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. On otworzył oczy ukazując swoje cudne zielone tęczówki.
- Co się stało? -spytałam ciągle zdziwiona.
- Kopnęłaś mnie prądem...i to tal dosyć porządnie... - wymamrotał.
Usiadł się i odgarnął włosy z twarzy. Cały czas wpatrywałam się w niego.
- Przepraszam...-powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało... Wyspałaś się? -zmienił temat.
- Tak..dziękuję...
- A jak ręka?
- Lepiej...Loki dziękuję -powtórzyłam.
- Proszę.
Nie okazywał jakichkolwiek uczuć. Cały on. Podniosłam się z łóżka, co i on od razu uczynił. Sięgnęłam po świeże ubrania, a on wyszedł z pokoju. Założyłam jeansy i białą luźną bokserkę.
Gdy weszłam do salonu zobaczyłam Lokiego przy blacie kuchennym. Ciągle był w samych spodniach dresowych. Nie był tak umięśniony jak Thor, ale o tak wyglądał niczego sobie.
- Co robisz? -spytałam.
- Śniadanie... -powiedział cicho.
Podeszłam bliżej. Na blacie spoczywało już kilka kanapek. Troszkę krzywych, ale doceniłam jego starania.
- Zrobić coś do picia? -zaproponowałam.
- Nie..usiądź. Ręka cię jeszcze boli -powiedział cały czas skupiając się na swojej pracy.
On się o mnie...martwił. Poczułam się wyróżniona wśród wszystkich ludzi na świecie. Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam na krześle obok niego.
- Powinieneś chodzić w takich włosach -powiedziałam sięgając po jedną z kanapek.
- Ta..może. Wolę tamten rodzaj fryzury... -powiedział i nalał nam obojgu soku.
Kiedy to zrobił zajął miejsce obok mnie. Jedliśmy w ciszy. O dziwo czułam się normalnie, a nie jakbym miała odlecieć. W ostatnich dniach to wszystko się nasilało. Ciszę przerwał dzwonek mojego telefonu.
- Halo.
- Hej. Loki może już zejść, auto czeka -usłyszałam głos Nat.
- Jasne, już mu przekazuje.
- Mogę na chwilę do ciebie wstąpić?
- Pewnie -powiedziałam radośnie.
- Musisz już iść Loki...
Bez słowa wstał od blatu. Wziął swoje ubrania i poszedł do łazienki. Chwilę później był już gotowy do wyjścia.
- Do zobaczenie jelonku -pożegnałam się.
Ten zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Do zobaczenia kotku
Po tych słowach wyszedł...Kotku?! Chwilę później weszła Nat. Przeniosłam się do salonu i usiadłam na kanapie. Od razu do mnie dołączyła. Chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała zbytnio jak.
- Wal śmiało -zaczęłam.
- O co chodzi ze Stevem?
- Em..on...mnie pocałował -wymamrotałam.
Wpatrywała się we mnie. Była w szoku.
- Nasz Steve??? -zaśmiała się.
- Tsaa...
- Okay. Nie wnikam, ale z tego co widzę to chyba on cię nie kręci...
- Jest przystojny, miły i w ogóle, ale jakoś...nie, nie kręci mnie - odpowiedziałam.
- Bo ja też w innej sprawie - powiedziała już znacznie poważniej.
- Co się stało?
- Jest akcja...ktoś wykradł dość tajny i ważny plik dla T.A.R.C.Z.-y - mówiła przyciszonym głosem.
- Czego dotyczy?
- Nas...agentów. Naszego oddziału. Naszej przeszłości. Mojej, twojej i pary innych. Chodzi im tylko o te najciekawsze. Fury chce żebyśmy to odzyskali -mówiła z powagą.
- Gdzie to jest?
- Mała wyspa niedaleko Japonii. Nikt o niej nie wie...prócz nas.
- Kto leci?
- Ja, ty, Clint, Stark i....Kapitan.
Och...no cóż taka robota.
- Kiedy lecimy?
- Jutro rano...teraz musimy jechać do siedziby. Będziemy tam nocować.
- Okay...no to jedźmy... - powiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Pocieszał mnie fakt obecności Starka. W razie czego może uda mu się powstrzymać..te moje zdolności. Wzięłam butelkę wody z lodówki i skórzaną kurtkę. Na dole stało zaparkowane czarne auto. T.A.R.C.Z.A. nie używa innych kolorów. Wsiadłyśmy do środka, a Nat odpaliła pojazd. Jak zawsze w Nowym Jorku panował ruch na ulicy nie zależnie od pory dnia czy nocy.
- Hej...będzie dobrze -pocieszała mnie.
- Z czym?...
- Z tym czymś co masz, z Kapitanem...
- Szczerze...Steve to teraz chyba mój najmniejszy problem -odpowiedziałam.
Liczyłam na to, że Kapitan zachowa się jak prawdziwy żołnierz i nie będzie wiązał życia prywatnego z zawodowym.
W siedzibie było dużo ludzi, jednak nie były to jakieś tłumy. Przeszłyśmy od razu do biura Fury'ego. Byłyśmy pierwsze. Chwilę później pojawił się Clint i Stark. Ostatni przyszedł Steve. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, a Fury nam wyjaśniał co i jak po kolei.
- Jakieś pytania? -zakończył.
- Nie -stwierdził za nas wszystkich Stark.
- Świetnie do zobaczenia o 5 rano -pożegnał się Fury.
Wyszliśmy z jego biura. Steve zniknął pierwszy. Nie chciałam żeby nasze relacje tak wyglądały. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Tony. Pociągnął mnie delikatnie na bok. Nat i Clint cały czas nas obserwowali.
- Banner pracuje nad...serum...które może pomóc -powiedział szeptem.
- Jejku...serio? -od razu się uśmiechnęłam.
Musiał się powstrzymać żeby nie psiknąć z radości.
- Tak...ale nie mów nikomu. To jest tajne..
- Jak wszystko tutaj...
- Bądź ostrożna jutro...nie wiadomo czego oni tak naprawdę chcą -mówił z powagą.
- Spokojnie -uścisnęłam go mocno z radości co odwzajemnił.
Podeszłam z powrotem do Nat. Clinta już nie było.
- Co? -spytałam.
Cały czas patrzyła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ty i Stark? -spytała cicho.
Zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie. Szybko mnie dogoniła.
- Jak mogło ci to przyjść do głowy? Przecież Stark jest z Pepper, a po za tym jest dla mnie ciutkę za start...nie uważasz?
- To Stark...a wy jesteście ze sobą dość blisko...
- Nie...nigdy! Po prostu mi pomaga. Może to dziwne, ale Tony Stark to dobry przyjaciel.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Okay...chodźmy już do pokoju -stwierdziła na co przytaknęłam.
Czekała nas ciężka misja. Potrzebowałam się wyciszyć i odpocząć. Witaj przygodo...
Pomału podniosłam swoje dłonie spod jego.
- Ał...-wysyczał.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. On otworzył oczy ukazując swoje cudne zielone tęczówki.
- Co się stało? -spytałam ciągle zdziwiona.
- Kopnęłaś mnie prądem...i to tal dosyć porządnie... - wymamrotał.
Usiadł się i odgarnął włosy z twarzy. Cały czas wpatrywałam się w niego.
- Przepraszam...-powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało... Wyspałaś się? -zmienił temat.
- Tak..dziękuję...
- A jak ręka?
- Lepiej...Loki dziękuję -powtórzyłam.
- Proszę.
Nie okazywał jakichkolwiek uczuć. Cały on. Podniosłam się z łóżka, co i on od razu uczynił. Sięgnęłam po świeże ubrania, a on wyszedł z pokoju. Założyłam jeansy i białą luźną bokserkę.
Gdy weszłam do salonu zobaczyłam Lokiego przy blacie kuchennym. Ciągle był w samych spodniach dresowych. Nie był tak umięśniony jak Thor, ale o tak wyglądał niczego sobie.
- Co robisz? -spytałam.
- Śniadanie... -powiedział cicho.
Podeszłam bliżej. Na blacie spoczywało już kilka kanapek. Troszkę krzywych, ale doceniłam jego starania.
- Zrobić coś do picia? -zaproponowałam.
- Nie..usiądź. Ręka cię jeszcze boli -powiedział cały czas skupiając się na swojej pracy.
On się o mnie...martwił. Poczułam się wyróżniona wśród wszystkich ludzi na świecie. Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam na krześle obok niego.
- Powinieneś chodzić w takich włosach -powiedziałam sięgając po jedną z kanapek.
- Ta..może. Wolę tamten rodzaj fryzury... -powiedział i nalał nam obojgu soku.
Kiedy to zrobił zajął miejsce obok mnie. Jedliśmy w ciszy. O dziwo czułam się normalnie, a nie jakbym miała odlecieć. W ostatnich dniach to wszystko się nasilało. Ciszę przerwał dzwonek mojego telefonu.
- Halo.
- Hej. Loki może już zejść, auto czeka -usłyszałam głos Nat.
- Jasne, już mu przekazuje.
- Mogę na chwilę do ciebie wstąpić?
- Pewnie -powiedziałam radośnie.
- Musisz już iść Loki...
Bez słowa wstał od blatu. Wziął swoje ubrania i poszedł do łazienki. Chwilę później był już gotowy do wyjścia.
- Do zobaczenie jelonku -pożegnałam się.
Ten zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Do zobaczenia kotku
Po tych słowach wyszedł...Kotku?! Chwilę później weszła Nat. Przeniosłam się do salonu i usiadłam na kanapie. Od razu do mnie dołączyła. Chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała zbytnio jak.
- Wal śmiało -zaczęłam.
- O co chodzi ze Stevem?
- Em..on...mnie pocałował -wymamrotałam.
Wpatrywała się we mnie. Była w szoku.
- Nasz Steve??? -zaśmiała się.
- Tsaa...
- Okay. Nie wnikam, ale z tego co widzę to chyba on cię nie kręci...
- Jest przystojny, miły i w ogóle, ale jakoś...nie, nie kręci mnie - odpowiedziałam.
- Bo ja też w innej sprawie - powiedziała już znacznie poważniej.
- Co się stało?
- Jest akcja...ktoś wykradł dość tajny i ważny plik dla T.A.R.C.Z.-y - mówiła przyciszonym głosem.
- Czego dotyczy?
- Nas...agentów. Naszego oddziału. Naszej przeszłości. Mojej, twojej i pary innych. Chodzi im tylko o te najciekawsze. Fury chce żebyśmy to odzyskali -mówiła z powagą.
- Gdzie to jest?
- Mała wyspa niedaleko Japonii. Nikt o niej nie wie...prócz nas.
- Kto leci?
- Ja, ty, Clint, Stark i....Kapitan.
Och...no cóż taka robota.
- Kiedy lecimy?
- Jutro rano...teraz musimy jechać do siedziby. Będziemy tam nocować.
- Okay...no to jedźmy... - powiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Pocieszał mnie fakt obecności Starka. W razie czego może uda mu się powstrzymać..te moje zdolności. Wzięłam butelkę wody z lodówki i skórzaną kurtkę. Na dole stało zaparkowane czarne auto. T.A.R.C.Z.A. nie używa innych kolorów. Wsiadłyśmy do środka, a Nat odpaliła pojazd. Jak zawsze w Nowym Jorku panował ruch na ulicy nie zależnie od pory dnia czy nocy.
- Hej...będzie dobrze -pocieszała mnie.
- Z czym?...
- Z tym czymś co masz, z Kapitanem...
- Szczerze...Steve to teraz chyba mój najmniejszy problem -odpowiedziałam.
Liczyłam na to, że Kapitan zachowa się jak prawdziwy żołnierz i nie będzie wiązał życia prywatnego z zawodowym.
W siedzibie było dużo ludzi, jednak nie były to jakieś tłumy. Przeszłyśmy od razu do biura Fury'ego. Byłyśmy pierwsze. Chwilę później pojawił się Clint i Stark. Ostatni przyszedł Steve. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, a Fury nam wyjaśniał co i jak po kolei.
- Jakieś pytania? -zakończył.
- Nie -stwierdził za nas wszystkich Stark.
- Świetnie do zobaczenia o 5 rano -pożegnał się Fury.
Wyszliśmy z jego biura. Steve zniknął pierwszy. Nie chciałam żeby nasze relacje tak wyglądały. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Tony. Pociągnął mnie delikatnie na bok. Nat i Clint cały czas nas obserwowali.
- Banner pracuje nad...serum...które może pomóc -powiedział szeptem.
- Jejku...serio? -od razu się uśmiechnęłam.
Musiał się powstrzymać żeby nie psiknąć z radości.
- Tak...ale nie mów nikomu. To jest tajne..
- Jak wszystko tutaj...
- Bądź ostrożna jutro...nie wiadomo czego oni tak naprawdę chcą -mówił z powagą.
- Spokojnie -uścisnęłam go mocno z radości co odwzajemnił.
Podeszłam z powrotem do Nat. Clinta już nie było.
- Co? -spytałam.
Cały czas patrzyła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ty i Stark? -spytała cicho.
Zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie. Szybko mnie dogoniła.
- Jak mogło ci to przyjść do głowy? Przecież Stark jest z Pepper, a po za tym jest dla mnie ciutkę za start...nie uważasz?
- To Stark...a wy jesteście ze sobą dość blisko...
- Nie...nigdy! Po prostu mi pomaga. Może to dziwne, ale Tony Stark to dobry przyjaciel.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Okay...chodźmy już do pokoju -stwierdziła na co przytaknęłam.
Czekała nas ciężka misja. Potrzebowałam się wyciszyć i odpocząć. Witaj przygodo...