sobota, 23 maja 2015

Rozdzial 3

     Obudziłam się w nowocześnie urządzonym pokoju. Byłam w nim pierwszy raz. Nie wiedziałam czy to był wciąż sen czy już normalne życie, o ile takim można nazwać moje.
- Dzień dobry Rose. Pan Stark czeka u siebie - usłyszałam głos Jarvisa.
Na krześle, na przeciwko mnie wisiały świeże ubrania. Założyłam świeże jeansy i luźną koszulkę z napisem AC/DC. Jarvis zaprowadził mnie do Tony'ego. Siedział w jednym ze swoich laboratoriów. To było małe, w formie gabinetu. Siedział przy małym biurku.
- Mam pewne podejrzenia, że to twoja bluzka - zażartowałam.
- Może...
  Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Oczywiście coś projektował. Nie zagłębiałam się szczególnie w jego szkice, bo i tak bym nic z tego niezrozumiała.
- Masz coś? W związku z tym czymś...? - spytałam niepewnie.
- Yy...no bo... Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale Jelonek może mieć racje... - powiedział nie kryjąc swojego zdziwienia.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Oparłam się o biurko i nic nie mówiłam. Chwilowa cisze przerwał dźwięk jakiegoś powiadomienia na moim telefonie. Szybko go odblokowałam i sprawdziła co to takiego. Okazało się, że pierwsze dwie dziewczyny odpisały w sprawie randki z Lokim...wow nie sądziłam, że tak szybko pójdzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Będę już lecieć Tony.
- Już? Może jeszcze jakieś badania? Poczekaj na Bannera... - mówił.
- Yy...później... Śpieszę się... Papa! - powiedziałam szybko i wyszłam. 
    Od razu złapałam taksówkę i pojechałam do siedziby T.A.R.C.Z-y.
***
     Siedziałem w swoim pokoju. Moja cisze i spokój przerwało pukanie do drzwi.
- Prośże... - powiedziałem od niechcenia.
Drzwi się otworzyły i ujrzałem szczuplutka, wysoka blondynkę.
- Fury prosi do siebie - powiedziała delikatnym głosem, jednakże nie tak delikatny jak Rose.
  Wstałem bez słowa i poszedłem za nią. Okazało się, że Fury nie był sam.
- Dzień dobry Rose - uśmiechnąłem się w kierunku dziewczyny.
- Dzień dobry - powiedziała sucho.
- Ja was może zostawię samych - zaproponował Nick i zaczął kierować się do wyjścia.
- Nie.. Przejdziemy się - powiedziała Rose.
Nie protestowałem. Wyszliśmy za budynek agencji. Były tam wielkie ogrody.
- Mów o co chodzi - zacząłem.
- Odezwały się dwie dziewczyny. Z pierwszą się spotkasz jutro o 16:00. Fury już wie. Przywiozą cie w wyznaczone miejsce. Też tam będę. Później zostawię was samych, ale będę mieć was na oku - wyjaśniła.
- Masz już wszystko zaplanowane, pozostało mi się tylko zgodzić. Mogę wiedzieć jak ma na imię ta dziewczyna?
Usiedliśmy się na ławce, w cieniu rozłożystego drzewa.
- Margaret - powiedziała.
  Siedzieliśmy w ciszy. Ja oparty o ławkę, ona siedząc po turecku na niej, wpatrywaliśmy się w białe obłoki na niebie. Nie siedzieliśmy blisko. Wolała zachowywać dystans.
Nie moglem się temu dziwić. Wiedziała do czego jestem zdolny, ale nie wiedziała, że nie chce jej skrzywdzić.
Miała smutny i przygnębiony wyraz twarzy.
- Co się dzieje?
- Nic... -powiedziała wręcz szeptem.
- No przecież widzę - podniosłem się i lekko zbliżyłem.
- Byłam wczoraj u Starka....
- Przespałaś się z nim??? - przerwałem jej.
- Nie! A zresztą co ja się będę ci zwierzać... -oburzyła się i chciała wstać.
- Oh...no już przepraszam, siadaj i mów.
- No wiec byłam u Starka i zrobił mi badania odnośnie mojej mocy... Porównywał to z mocą Thora...
- Miałem racje - jej twarz jeszcze bardziej posmutniała, a w oczach zbierały się łzy.
Nie wiedziałem co zrobić, nigdy nie umiałem pocieszać kogoś.
- Pomogę ci... - teraz siedzieliśmy bardzo blisko siebie.
  Spojrzała mi w oczy. Po jej policzku splynela łza, a zaraz za nią druga i kolejna.
- Hej...będzie dobrze... - próbowałem pocieszyć.
- Rose wszystko dobrze?! - nadbiegał do nas Kapitan.
- Tak ja tylko... - powiedziała przez łzy.
- Coś ty jej zrobił? - skierował swój gniew na mnie.
- Nic -powiedziałem równo z Rose.
- Wynos się stad - rozkazał.
  Spojrzałem jeszcze raz na nią. Powstrzymywała plącz. Czekała aż odejdę. Tak też zrobiłem. Pierwszy raz do czułem. Pierwszy raz martwiłem się o kogoś.
***
     Loki zniknął za zakrętem, a ja wybuchnęłam płaczem. Steve od razu przytulił mnie do siebie. Potrzebowałam tego.
- Jestem tu...już dobrze.... Potrzebujesz odpoczynku. Jutro masz wolne - powiedział delikatnie nie wypuszczając mnie z objęć.
- Jestem omówiona z Lokim... Wiesz Fury mnie wkręcił -odpowiedziałam.
- Loki... Powiedz mi co tu się stało.
- Naprawdę nic Steve. To nie przez niego, uwierz mi - zapewniałam.
 Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał w oczy.
- Martwię się o ciebie...
- Nie musisz, ale to mile -odpowiedziałam z uśmiechem.
 Odwzajemnił go, ale ciągle był zmartwiony tym co sie stalo. Tak wlascisie to nic sie nie stalo.
      Steve postanowił odwiedźcie mnie do domu, co było całkiem niepotrzebne. Potrzebowałam spaceru, ale on nalegał. O dziwo nie jechaliśmy jego ukochanym harleyem, a samochodem. Pięknym czarnym Jaguarem, oczywiście należącym do T.A.R.C.Z-y.
- A co u ciebie? - spytałam.
Nie lubiłam jeździć w całkowitej ciszy.
- W porządku. Kupiłem mieszkanie na Brooklynie! - powiedz z uśmiechem.
- Ooo no to gratuluje.
- A dziękuje bardzo, będziesz musiała przyjść je zobaczyć.
- Z chęcią - odpowiedziałam.
 Resztę drogi cały czas o czymś rozmawialiśmy. Przez co droga mineła bardzo szybko.
- Wejdziesz na kawę? - zaproponowałam.
- Z chęcią.
Na klatce schodowej panowała cisza. Musieliśmy iść schodami, bo winda się popsuła. Dobrze, że tylko na piąte piętro.
  Od kluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zaświeciłam światło i przeszłam do kuchni. Moja kuchnia łączyła się z "holem" i salonem. Bardzo lubiłam to mieszkanko. Milo jeszcze balkon na całą szerokość salonu, dwie sypialnie, z jednej została zrobiona garderoba i łazienkę wielkości małego pokoju.
      W oczekiwaniu na kawę ciągle rozmawialiśmy. Siedzieliśmy przy blacie kuchennym. Proponowałam żeby iść na sofę, ale Steve stwierdził, ze to jest przyjemniej. Nie kłóciłam się, w końcu to Kapitan Ameryka.
- Pyszna ta kawa - powiedział upijając kolejny łyk.
Uśmiechnęłam się tylko ze spuszczonym wzrokiem. Nagle poczułam jego dłoń na moim podbródku. Uniósł go lekko do góry i zbliżył sie. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Już po chwili poczułam jego usta na moich. Rękę miał w moich włosach, a drugą zjechał na talię.
Szybko się odsunęłam.
- Lepiej będzie jak już pójdziesz - powiedziałam cicho.
On bez słowa wyszedł. Dlaczego on to zrobił... Nie chciałam myśleć o tym ani o nim. Poszłam wsiąć prysznic i  położyłam się na łózko.
 Czułam się dziwnie. Myślałam o Lokim...to było strasznie dziwne. Jedna część mnie nienawidziła go, a druga była przez niego przyciągana. No ale to nie był mój jedyny problem. Steve. Na prawdę go lubiłam, to świetny facet, ale nic do niego nie czułam. Nie chciałam o tym myśleć. Przewinęłam się na drugi bok i zasnęłam.
***
    W agencji panowała już cisza. Leżałem u siebie i wpatrywałem się w sufit. Myślałem o Rose. O tym co się stało. Thor wyjechał z Jane na wakacje i nawet nie moglem z nim o tym porozmawiać. Pewnie spędzała mile chwile z Kapitanem. Bylem również ciekawy co wyniknie z tej...randki. Wszystkie te myśli zostały jednak przytłoczone przez jedna inną....Rose.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

      Mój nowy pokój był... Cały biały i miał pięć metrów na pięć, a ten kawałek materaca okazał się mym łóżkiem.
Nie spałem już od godziny. Wpatrywałem się w pusty sufit. Nie miałam pojęcie jak będzie wyglądało szukanie żony dla mnie. Kiedy próbowałem wstać czułam się jakby plecy mi miały zaraz odpaść. Podszedłem do szafy. Cud! Chociaż ubrania były w moich kolorach. Założyłem czarne spodnie i ciemnozieloną koszulę.
      Na korytarzu była już masa ludzi. Poszedłem do biura szefa tych kolorowych przebierańców. Wszyscy na mnie patrzyli z pogardą lub ze strachem. Odsuwali się na boki kiedy nadchodzikem. Szedłem dumnie, z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś. Siadaj - wskazał mi fotel na przeciwko biurka.
- Sucham? - spytałem zajmując miejsce.
- Thor mi już wszystko wyjaśnił. Gdzie niby chcesz znaleźć żonę? - czułam, że ze mnie drwi... Jak wszyscy.
- Nie wiem... Jakoś - tu byłem bezradny.
Mogłem wymyślić najlepszą strategie wojny, ale nie potrafiłem znaleźć żony.
- Ciekawy plan.
- Pójdę na żywioł.
Byłem w dołku... I to głębokim.

***

      Dzień wolny. Wstałam około 10:00. Poszłam umyć włosy i zaparzyłam kawę. W końcu nie musiałam chodzić w strój od tarczy. Założyłam wygodne dresy i luźną bluzkę. Zawinęłam włosy w turban i usiadłam się na kanapie. Kiedy się już wygodnie położyłam usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście...
- Nick? - spytałam zdziwiona.
Moje zdziwienie było jeszcze większe kiedy zza niego wyłonił się Loki.
Weszli do mojego domu. Nie no proszę bardzo...
- Mam dla ciebie specjalne zadanie agentko Pirce.
- Tak? - byłam zdołowana.
- Zajmiesz się nim. Powodzenia w szukaniu żony - oznajmił i wyszedł.
Nie mogłam w to uwierzyć. Fantastycznie! Loki stał w moim salonie z nie schodzącym z jego twarzy uśmiechem.
- Od czego zaczynamy? - spytał.
- Nie wiem! Nigdy nie szukałam żony dla nordyckiego boga z Asgardu, który teoretycznie nie powinien istnieć.
- Tak jak twoja moc? Czy raczej jej skrawek nad którym jako tako panujesz? - mówiąc to zbliżał się do mnie, a ja stalam jak wryta.
- Jak ty...? Fury ci powiedział?
- Nie. Czuje twoją moc Rose. Jesteś potężniejsza niż możesz to sobie wyobrażać!
Nie wiedziałam co mam odpowiedziec.
- To jest przekleństwo...
- Dar... A ja mogę cię nauczyć go kontrolować - mówił przekonująco.
- Jak?
- Już ja coś wymyśle. W zamian znajdziesz mi żonę.
Wybuchłam śmiechem. Co on sobie myślał.
- To nie jest takie proste. Ona cię musi kochać.
- Kto powiedział, że szukam żony na całe życie... Chcę tronu, który mi się należy!
- A nie twojemu bratu?
Jego wzrok mógłby zabić. Z drugiej strony potrzebowałam pomocy, mimo iż Stark i Banner są genialnymi naukowcami wątpie żeby okiełznali to co jest we mnie.
- Zgoda... - powiedziałam po cichu.
Loki usiadł się na kanapie, a ja nie widziałam od czego zacząć. Chodziłam w te i spowrotem. No bo co... Miałam napisać na jakimś profilu randkowym w jego imieniu: Hej jestem Loki z Asgardu i jestem mitycznym bogiem nordyckim....
- Dobra... Loki. Masz jakieś wymagania czy coś?
- Żeby się nadawała..
- A czyli najlepiej jakby o tym wszystkim wiedziała?
- Było by cudownie.
- Ejjj...
Przyniosłam laptopa z pokoju. I zaczełam szukać.
- Mógłbym wiedzieć co ty robisz?
- Po twoim najeździe na Nowy Jork powstała strona dla twoich... Fanek, które cię... Kochają?... Czyli wiedzą! Poszukam jakichś i napisze do nich - w głębi duszy nie mogłam ze śmiechu.
Zapowiadała się niezła zabawa.
Nic nie mówił. Cały czas bacznie mnie obserwował. Czulam się trochę nie zręcznie.
- Ile miałaś lat?
- 10... Była burza, pioruny i wypadek... Tyle pamiętam... - nie odrywałam wzroku od monitora, tak jak i on ode mnie.
- To nie był zwykły piorun... Moje przepuszczenia są takie, że miał on związek z piorunem z mlotu Thora, tak jak i twoja moc -mówił spokjnie, jakby to było coś oczywistego.
- Chętnie pozbęde się tej "mocy".
- Ona jest w tobie... Jak ci idzie? - zmienił temat.
- Dobrze. Wysłałam wiadomość do kilku dziewczyn z konta T.A.R.C.Z.Y, teraz czekam aż odpiszą. Powiadomie cie o tym - powiedziałam.
Chciałam żeby już sobie poszedł. Denerwowal mnie samym byciem. No i ten jego przebiegły uśmiech, który nigdy nie schodził z jego twarzy. Zadzwonilam do Fury'ego żeby go już odebrał.
      Cały czas siedzieliśmy w ciszy. Może i lepiej. Nie chciałam wdawać sie z nim w żadne pogaduchy. Liczylam tylko na to, że dotrzyma swojej obietnicy.

       Około 18:00 byłam pod wieżą Starka. Nick przyjechał po asgardczyka jakieś pół godziny po moim telefonie. Ulżyło mi.
- Dzień dobry agentko Pierce - usłyszalam głos J.A.R.V.I.S - a. 
- Hej. Zawieź mnie do Starka.
Już po chwili winda ruszyła. Tony był na 10 pietrze w swoim, jednym z wielu, laboratoriów.
- Nie przeszkadzam? - spytalam.
- Nie...wejdz proszę.
Stał nad jednym ze swoich zbroi i coś przy niej grzebał. Usiadłam się na krzesło obrotowe bez słowa. Wolałam poczekać aż skończy żeby mu nie przeszkadzać.
W końcu skończył i usiadł się na przeciwko mnie.
- Tony... czy moglbys to ze mnie wyciągnąć? - spytalam nie pewnie.
Nie miałam pojęcia czy mu się uda. Zaufałam mu.
- Loki był dzisiaj u ciebie. Fury mi mówił...a więc co ci ten jeleń na opowiadał...
- Że ta moc jest podobna do mocy z młota Thora... -powiedzialam na jednym wdechu.
- Kładz się - wskazał na coś w rodzjau kozetki.
Od razu na to wskoczyłam. Było na prawdę wygodne.
- To co teraz pobawisz się w psychologa?
- Nie. Będę sobą - odparł szperając w szufladzie.
- Ekscentryczny playboy, miliarder i filantrop w jednej osobie chyba na nic mi się nie przyda...
Rzucił mi poważne spojrzenie, chociaż wiedziałam, ze uwielbia cięte riposty.
- No to tak.... Podłącze cię do takiego czegoś, nie chce mi się tłumaczyć i sprawdze pracę twojego ...orgamizmu najprościej mówiąc... - starał się jak najkrócej to ująć.
- W towarzystwie Bannera czujesz się pewnie jak w raju...
- Ciii...nie mów Pepper - zasmial się.
Ulozylam się wygodnie, a on podlaczyl do mnie to dziwne urządzonko.
- Jarvis... Pokazuj mi od razu wszystko co choćby trochę odbiega od normy!
- Tak jest sir - odpowiedział posłusznie.
Zapowiadał się długi wieczór...właściwie to cała noc. Chciałam wiedzieć. Jeśli Loki miał racje... Wydawał się jedyną osobą, która by coś wiedziała o tej mocy.
A miałam być tylko tajna agentka...