- Dzień dobry Rose. Pan Stark czeka u siebie - usłyszałam głos Jarvisa.
Na krześle, na przeciwko mnie wisiały świeże ubrania. Założyłam świeże jeansy i luźną koszulkę z napisem AC/DC. Jarvis zaprowadził mnie do Tony'ego. Siedział w jednym ze swoich laboratoriów. To było małe, w formie gabinetu. Siedział przy małym biurku.
- Mam pewne podejrzenia, że to twoja bluzka - zażartowałam.
- Może...
Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Oczywiście coś projektował. Nie zagłębiałam się szczególnie w jego szkice, bo i tak bym nic z tego niezrozumiała.
- Masz coś? W związku z tym czymś...? - spytałam niepewnie.
- Yy...no bo... Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale Jelonek może mieć racje... - powiedział nie kryjąc swojego zdziwienia.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Oparłam się o biurko i nic nie mówiłam. Chwilowa cisze przerwał dźwięk jakiegoś powiadomienia na moim telefonie. Szybko go odblokowałam i sprawdziła co to takiego. Okazało się, że pierwsze dwie dziewczyny odpisały w sprawie randki z Lokim...wow nie sądziłam, że tak szybko pójdzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Będę już lecieć Tony.
- Już? Może jeszcze jakieś badania? Poczekaj na Bannera... - mówił.
- Yy...później... Śpieszę się... Papa! - powiedziałam szybko i wyszłam.
Od razu złapałam taksówkę i pojechałam do siedziby T.A.R.C.Z-y.
- Prośże... - powiedziałem od niechcenia.
Drzwi się otworzyły i ujrzałem szczuplutka, wysoka blondynkę.
- Fury prosi do siebie - powiedziała delikatnym głosem, jednakże nie tak delikatny jak Rose.
Wstałem bez słowa i poszedłem za nią. Okazało się, że Fury nie był sam.
- Dzień dobry Rose - uśmiechnąłem się w kierunku dziewczyny.
- Dzień dobry - powiedziała sucho.
- Ja was może zostawię samych - zaproponował Nick i zaczął kierować się do wyjścia.
- Nie.. Przejdziemy się - powiedziała Rose.
Nie protestowałem. Wyszliśmy za budynek agencji. Były tam wielkie ogrody.
- Mów o co chodzi - zacząłem.
- Odezwały się dwie dziewczyny. Z pierwszą się spotkasz jutro o 16:00. Fury już wie. Przywiozą cie w wyznaczone miejsce. Też tam będę. Później zostawię was samych, ale będę mieć was na oku - wyjaśniła.
- Masz już wszystko zaplanowane, pozostało mi się tylko zgodzić. Mogę wiedzieć jak ma na imię ta dziewczyna?
Usiedliśmy się na ławce, w cieniu rozłożystego drzewa.
- Margaret - powiedziała.
Siedzieliśmy w ciszy. Ja oparty o ławkę, ona siedząc po turecku na niej, wpatrywaliśmy się w białe obłoki na niebie. Nie siedzieliśmy blisko. Wolała zachowywać dystans.
Nie moglem się temu dziwić. Wiedziała do czego jestem zdolny, ale nie wiedziała, że nie chce jej skrzywdzić.
Miała smutny i przygnębiony wyraz twarzy.
- Co się dzieje?
- Nic... -powiedziała wręcz szeptem.
- No przecież widzę - podniosłem się i lekko zbliżyłem.
- Byłam wczoraj u Starka....
- Przespałaś się z nim??? - przerwałem jej.
- Nie! A zresztą co ja się będę ci zwierzać... -oburzyła się i chciała wstać.
- Oh...no już przepraszam, siadaj i mów.
- No wiec byłam u Starka i zrobił mi badania odnośnie mojej mocy... Porównywał to z mocą Thora...
- Miałem racje - jej twarz jeszcze bardziej posmutniała, a w oczach zbierały się łzy.
Nie wiedziałem co zrobić, nigdy nie umiałem pocieszać kogoś.
- Pomogę ci... - teraz siedzieliśmy bardzo blisko siebie.
Spojrzała mi w oczy. Po jej policzku splynela łza, a zaraz za nią druga i kolejna.
- Hej...będzie dobrze... - próbowałem pocieszyć.
- Rose wszystko dobrze?! - nadbiegał do nas Kapitan.
- Tak ja tylko... - powiedziała przez łzy.
- Coś ty jej zrobił? - skierował swój gniew na mnie.
- Nic -powiedziałem równo z Rose.
- Wynos się stad - rozkazał.
Spojrzałem jeszcze raz na nią. Powstrzymywała plącz. Czekała aż odejdę. Tak też zrobiłem. Pierwszy raz do czułem. Pierwszy raz martwiłem się o kogoś.
- Jestem tu...już dobrze.... Potrzebujesz odpoczynku. Jutro masz wolne - powiedział delikatnie nie wypuszczając mnie z objęć.
- Jestem omówiona z Lokim... Wiesz Fury mnie wkręcił -odpowiedziałam.
- Loki... Powiedz mi co tu się stało.
- Naprawdę nic Steve. To nie przez niego, uwierz mi - zapewniałam.
Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał w oczy.
- Martwię się o ciebie...
- Nie musisz, ale to mile -odpowiedziałam z uśmiechem.
Odwzajemnił go, ale ciągle był zmartwiony tym co sie stalo. Tak wlascisie to nic sie nie stalo.
Steve postanowił odwiedźcie mnie do domu, co było całkiem niepotrzebne. Potrzebowałam spaceru, ale on nalegał. O dziwo nie jechaliśmy jego ukochanym harleyem, a samochodem. Pięknym czarnym Jaguarem, oczywiście należącym do T.A.R.C.Z-y.
- A co u ciebie? - spytałam.
Nie lubiłam jeździć w całkowitej ciszy.
- W porządku. Kupiłem mieszkanie na Brooklynie! - powiedz z uśmiechem.
- Ooo no to gratuluje.
- A dziękuje bardzo, będziesz musiała przyjść je zobaczyć.
- Z chęcią - odpowiedziałam.
Resztę drogi cały czas o czymś rozmawialiśmy. Przez co droga mineła bardzo szybko.
- Wejdziesz na kawę? - zaproponowałam.
- Z chęcią.
Na klatce schodowej panowała cisza. Musieliśmy iść schodami, bo winda się popsuła. Dobrze, że tylko na piąte piętro.
Od kluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zaświeciłam światło i przeszłam do kuchni. Moja kuchnia łączyła się z "holem" i salonem. Bardzo lubiłam to mieszkanko. Milo jeszcze balkon na całą szerokość salonu, dwie sypialnie, z jednej została zrobiona garderoba i łazienkę wielkości małego pokoju.
W oczekiwaniu na kawę ciągle rozmawialiśmy. Siedzieliśmy przy blacie kuchennym. Proponowałam żeby iść na sofę, ale Steve stwierdził, ze to jest przyjemniej. Nie kłóciłam się, w końcu to Kapitan Ameryka.
- Pyszna ta kawa - powiedział upijając kolejny łyk.
Uśmiechnęłam się tylko ze spuszczonym wzrokiem. Nagle poczułam jego dłoń na moim podbródku. Uniósł go lekko do góry i zbliżył sie. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Już po chwili poczułam jego usta na moich. Rękę miał w moich włosach, a drugą zjechał na talię.
Szybko się odsunęłam.
- Lepiej będzie jak już pójdziesz - powiedziałam cicho.
On bez słowa wyszedł. Dlaczego on to zrobił... Nie chciałam myśleć o tym ani o nim. Poszłam wsiąć prysznic i położyłam się na łózko.
Czułam się dziwnie. Myślałam o Lokim...to było strasznie dziwne. Jedna część mnie nienawidziła go, a druga była przez niego przyciągana. No ale to nie był mój jedyny problem. Steve. Na prawdę go lubiłam, to świetny facet, ale nic do niego nie czułam. Nie chciałam o tym myśleć. Przewinęłam się na drugi bok i zasnęłam.