poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 5

    Kiedy się obudziłam w pokoju panował pół mrok. Ucieszyłam się bo nie lewitowałam, jednak czułam się jakbym miała zaraz to zrobić, ale coś mnie trzymało. Loki... Kiedy odwróciłam głowę zobaczyłam naszego jelonka. Spał odkryty, a lewą ręką dotykał moich dłoni. Nie trzymał ich jakoś ciężko, tak żeby mnie przygwoździć, żebym nie zaczęła fruwać, ale lekko i delikatnie. Tyle wystarczyło. Kiedy spał był taki...spokojny. Jego czarne włosy były w nieładzie i opadały na twarz. Dopiero teraz się dowiedziałam, że kręcą mu się włosy. Nie wyglądał na kogoś kto by muchę skrzywdził, a co dopiero...zabijał ludzi.
Pomału podniosłam swoje dłonie spod jego.
- Ał...-wysyczał.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. On otworzył oczy ukazując swoje cudne zielone tęczówki.
- Co się stało? -spytałam ciągle zdziwiona.
- Kopnęłaś mnie prądem...i to tal dosyć porządnie... - wymamrotał.
Usiadł się i odgarnął włosy z twarzy. Cały czas wpatrywałam się w niego.
- Przepraszam...-powiedziałam po chwili.
- Nic się nie stało... Wyspałaś się? -zmienił temat.
- Tak..dziękuję...
- A jak ręka?
- Lepiej...Loki dziękuję -powtórzyłam.
- Proszę.
Nie okazywał jakichkolwiek uczuć. Cały on. Podniosłam się z łóżka, co i on od razu uczynił. Sięgnęłam po świeże ubrania, a on wyszedł z pokoju. Założyłam jeansy i białą luźną bokserkę.
      Gdy weszłam do salonu zobaczyłam Lokiego przy blacie kuchennym. Ciągle był w samych spodniach dresowych. Nie był tak umięśniony jak Thor, ale o tak wyglądał niczego sobie.
- Co robisz? -spytałam.
- Śniadanie... -powiedział cicho.
Podeszłam bliżej. Na blacie spoczywało już kilka kanapek. Troszkę krzywych, ale doceniłam jego starania.
- Zrobić coś do picia? -zaproponowałam.
- Nie..usiądź. Ręka cię jeszcze boli -powiedział cały czas skupiając się na swojej pracy.
On się o mnie...martwił. Poczułam się wyróżniona wśród wszystkich ludzi na świecie. Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam na krześle obok niego.
- Powinieneś chodzić w takich włosach -powiedziałam sięgając po jedną z kanapek.
- Ta..może. Wolę tamten rodzaj fryzury... -powiedział i nalał nam obojgu soku.
Kiedy to zrobił zajął miejsce obok mnie. Jedliśmy w ciszy. O dziwo czułam się normalnie, a nie jakbym miała odlecieć. W ostatnich dniach to wszystko się nasilało. Ciszę przerwał dzwonek mojego telefonu.
- Halo.
- Hej. Loki może już zejść, auto czeka -usłyszałam głos Nat.
- Jasne, już mu przekazuje.
- Mogę na chwilę do ciebie wstąpić?
- Pewnie -powiedziałam radośnie.
- Musisz już iść Loki...
Bez słowa wstał od blatu. Wziął swoje ubrania i poszedł do łazienki. Chwilę później był już gotowy do wyjścia.
- Do zobaczenie jelonku -pożegnałam się.
Ten zatrzymał się i odwrócił w moją stronę.
- Do zobaczenia kotku
Po tych słowach wyszedł...Kotku?! Chwilę później weszła Nat. Przeniosłam się do salonu i usiadłam na kanapie. Od razu do mnie dołączyła. Chciała mi coś powiedzieć, ale nie wiedziała zbytnio jak.
- Wal śmiało -zaczęłam.
- O co chodzi ze Stevem?
- Em..on...mnie pocałował -wymamrotałam.
Wpatrywała się we mnie. Była w szoku.
- Nasz Steve??? -zaśmiała się.
- Tsaa...
- Okay. Nie wnikam, ale z tego co widzę to chyba on cię nie kręci...
- Jest przystojny, miły i w ogóle, ale jakoś...nie, nie kręci mnie - odpowiedziałam.
- Bo ja też w innej sprawie - powiedziała już znacznie poważniej.
- Co się stało?
- Jest akcja...ktoś wykradł dość tajny i ważny plik dla T.A.R.C.Z.-y - mówiła przyciszonym głosem.
- Czego dotyczy?
- Nas...agentów. Naszego oddziału. Naszej przeszłości. Mojej, twojej i pary innych. Chodzi im tylko o te najciekawsze. Fury chce żebyśmy to odzyskali -mówiła z powagą.
- Gdzie to jest?
- Mała wyspa niedaleko Japonii. Nikt o niej nie wie...prócz nas.
- Kto leci?
- Ja, ty, Clint, Stark i....Kapitan.
Och...no cóż taka robota.
- Kiedy lecimy?
- Jutro rano...teraz musimy jechać do siedziby. Będziemy tam nocować.
- Okay...no to jedźmy... - powiedziałam i podniosłam się z kanapy.
Pocieszał mnie fakt obecności Starka. W razie czego może uda mu się powstrzymać..te moje zdolności.  Wzięłam butelkę wody z lodówki i skórzaną kurtkę. Na dole stało zaparkowane czarne auto. T.A.R.C.Z.A. nie używa innych kolorów. Wsiadłyśmy do środka, a Nat odpaliła pojazd. Jak zawsze w Nowym Jorku panował ruch na ulicy nie zależnie od pory dnia czy nocy.
- Hej...będzie dobrze -pocieszała mnie.
- Z czym?...
- Z tym czymś co masz, z Kapitanem...
- Szczerze...Steve to teraz chyba mój najmniejszy problem -odpowiedziałam.
Liczyłam na to, że Kapitan zachowa się jak prawdziwy żołnierz i nie będzie wiązał życia prywatnego z zawodowym.
      W siedzibie było dużo ludzi, jednak nie były to jakieś tłumy. Przeszłyśmy od razu do biura Fury'ego. Byłyśmy pierwsze. Chwilę później pojawił się Clint i Stark. Ostatni przyszedł Steve. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, a Fury nam wyjaśniał co i jak po kolei.
- Jakieś pytania? -zakończył.
- Nie -stwierdził za nas wszystkich Stark.
- Świetnie do zobaczenia o 5 rano -pożegnał się Fury.
Wyszliśmy z jego biura. Steve zniknął pierwszy. Nie chciałam żeby nasze relacje tak wyglądały. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Tony. Pociągnął mnie delikatnie na bok. Nat i Clint cały czas nas obserwowali.
- Banner pracuje nad...serum...które może pomóc -powiedział szeptem.
- Jejku...serio? -od razu się uśmiechnęłam.
Musiał się powstrzymać żeby nie psiknąć z radości.
- Tak...ale nie mów nikomu. To jest tajne..
- Jak wszystko tutaj...
- Bądź ostrożna jutro...nie wiadomo czego oni tak naprawdę chcą -mówił z powagą.
- Spokojnie -uścisnęłam go mocno z radości co odwzajemnił.
Podeszłam z powrotem do Nat. Clinta już nie było.
- Co? -spytałam.
Cały czas patrzyła na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Czy ty i Stark? -spytała cicho.
Zaśmiałam się i ruszyłam przed siebie. Szybko mnie dogoniła.
- Jak mogło ci to przyjść do głowy? Przecież Stark jest z Pepper, a po za tym jest dla mnie ciutkę za start...nie uważasz?
- To Stark...a wy jesteście ze sobą dość blisko...
- Nie...nigdy! Po prostu mi pomaga. Może to dziwne, ale Tony Stark to dobry przyjaciel.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech.
- Okay...chodźmy już do pokoju -stwierdziła na co przytaknęłam.
Czekała nas ciężka misja. Potrzebowałam się wyciszyć i odpocząć. Witaj przygodo...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 4

    Nadszedł dzień randki naszego nordyckiego bożka. Steve się nie odzywał, może i lepiej.
Szykowałam się na wieczór. Założyłam zwiewną sukienkę, ale i tak ją ściągnęłam. Stwierdziłam, że to nie ja idę na randkę. Przebrałam się w ciemne jeansy z wysokim stanem oraz białą koszulę w czarne grochy. Na nogi założyłam czarne buty na lekkiej koturnie. Ostatni raz spojrzałam w lustro. Poprawiłam włosy, które chociaż przez chwile były idealnie ułożone. Sięgnęłam po skórzaną kurtkę i wyszłam z mieszkania.
Na dole czekał już na mnie samochód. Otworzyłam tylne drzwi i weszłam do środka.
- Witaj Rose -usłyszałam męski głos obok mnie.
- Witaj Loki -odpowiedziałam.
Nie spojrzałam na niego, jednak on robił to ciągle. Przez całą drogę swój wzrok miał wbity we mnie.
       Kiedy dojechaliśmy na miejsce wyszliśmy z auta, które zaraz odjechało. Dopiero wtedy spojrzałam na Laufeyson. Miał na sobie elegancki czarny garnitur, spod którego wychodziła ciemna, zielona koszula... Oczywiście. Wyglądał świetnie.
- Ślicznie wyglądasz -powiedział.
- Dziękuję, ty też niczego sobie -odpowiedziała.
Staliśmy przy starej latarni na rogu. Mieliśmy się tam spotkać z ową kandydatką.
- Może nie przyjdzie..
Kiedy to powiedział dostałam od niej sms.
- Margaret napisała, że mamy już iść na górę, ona do nas dołączy za jakąś chwilę -odczytałam mu wiadomość.
Poszliśmy do starego budynku niedaleko latarni. Weszliśmy na sam jego szczyt. Na dachu był przygotowany stolik i para krzeseł. Wszystko było już przygotowane. Było tam bardzo romantycznie.
- Co ja mam robić?
- Bądź sobą -stwierdziłam i podeszłam bliżej krawędzi dachu.
Widok był cudowny.
- Myślisz, że ktoś jest w stanie pokochać nordyckiego boga psychopatę?
- Myślę, że to nie jesteś do końca prawdziwy ty -powiedziałam lekko się uśmiechając.
Zapanowała cisza, którą po chwili przerwał tupot wysokich szpilek. W naszym kierunku szła szczupła i wysoka dziewczyna z pięknymi blond lokami.
- Witaj Loki -powiedziała uśmiechając się ponętnie.
- Margaret -powiedział niepewnie.
- No to ten..emm..ja was zostawiam, jestem piętro niżej jak coś -szybko powiedziałam i skierowałam się w stronę wyjścia. W ostatniej chwili obróciłam się i spojrzałam na Lokiego. Wpatrywał się we mnie wzrokiem typu Błagam Cię...weź mnie stąd!
Uśmiechnęłam się szeroko i zniknęłam za drzwiami.
***
      Dlaczego mnie zostawiła?! To wszystko...to nie było dla mnie. Bycie cały czas miłym. Uśmiechanie się do siebie, słodkie żarciki...nie! Chciałem żeby jak najszybciej się to skończyło. Miałem najzwyczajniej dość tego natrętnego babska. W końcu zobaczyłem zmierzającą w naszą stronę Rose. Nie powiem, uciszyłem się.
- Moi drodzy niestety musimy już kończyć -oznajmiła.
Szybko poderwałem się z krzesła i stanąłem obok niej.
-  Och...no cóż. Było bardzo miło. Do zobaczenia Loki - powiedziałam Margaret i skierowała się do wyjścia. Odetchnąłem z ulgą.
- I jak? -spytała.
- Błagam... Nie każcie mnie w ten sposób! Powiedz, że kolejne są bardziej rozgarnięte... - powiedziałem wpatrując się w nią.
- Nie wiem...sam się przekonasz - uśmiechnęła się szeroko.
  Odetchnąłem pomału i udałem się w stronę wyjścia. Usłyszałem za sobą śmiech dziewczyny, był bardzo uroczy. Nagle poczułem jej ręce na swoich ramionach. Podskakiwała z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Moja niedola aż tak cię bawi? - otworzyłem drzwi.
- Emm..tak! Bo to zabawne. Wielki Loki, bóg nordycki szukający miłości na ziemi, a tu pfff -ewidentnie była w wspaniałym humorze.
No cóż...chociaż ona.
Zeszliśmy na dół i czekaliśmy na auto, które ma nas odebrać.
- A tak w ogóle....to co z moją mocą? -spytała trochę poważniej.
- Nie teraz....błagam. Zajmę się, ale nie teraz -wymamrotałem.
Nie drążyła tematu. I dobrze... Po jakichś 15 minutach przyjechał samochód. Oboje zajęliśmy miejsca na jego tyłach.
- Fury kazał przekazać, że Loki ma spać dzisiaj u ciebie Rose -powiedział kierowca.
- Co?! Ale... Dlaczego? -wykrzyknęła dziewczyna.
Było się tak ze mnie nie nabijać... Marna ludzka rasa...
- Nie wiem. Kazał przekazać wiadomość.
Była nieźle wkurzona przez całą drogę. W końcu dotarliśmy do jej mieszkania.
- Gdzie mogę spać? -spytałem przerywając panującą pomiędzy nami ciszę.
- Kanapa -wymamrotała.
- Miałaś jakieś plany?
- Nie..ale... -oparła się o blat kuchenny.
- Nie podnieca cię opcja moje nocowania tutaj... - dokończyłem i usiadłem się na kanapę
- Dokładnie...
- Nie martw się możesz spać spokojnie -zapewniłem.
- Jesteś głodny? Coś do picia? -zaproponowała.
- Nie dziękuję... Masz może jakieś męskie ubrania?
- Nie....ale mam za duże dresy. Zły rozmiar mi przysłali. Zaraz ci przyniosę - powiedziała i poszła w głąb mieszkania.
       Po około 30 minutach byłem już po prysznicu. Rose poszła do siebie, a ja siedziałem na kanapie. W mieszkaniu było dosyć ciepło więc spokojnie mogłem spać bez koszulki. Leżałem z zamkniętymi oczami, a w całym domu panowała cisza. Przerwał ją dźwięk tłuczonego naczynia i słaby krzyk Rose. Zerwałem się z kanapy i poszedłem do niej. Zapaliłem światło na podłodze siedziała Rose z zakrwawioną ręką.
- Przyniesiesz mi bandaż...czy coś? - wyszeptała.
- Jasne...a gdzie masz?
- W łazience. Szafka obok lusterka.
Od razu skierowałem się w wyznaczone mi miejsce. Wziąłem wszystkie potrzebne rzeczy i wróciłem do pokoju.  Siedziała w tym samym miejscu. Usiadłem się na przeciwko niej. Wyjąłem jakieś waciki i przyłożyłem do jej ręki. Ona sięgnęła po wodę utlenioną i przemyła nią ranę. Zasyczała cicho z bólu. Wziąłem bandaż i owinąłem jej rękę.
- Co się stało? -spytałem.
Cały czas siedzieliśmy naprzeciw siebie.
- Nic... Idź już... -odpowiedziała spuszczając wzrok.
- Zapytam jeszcze raz... Co się stało?
- Zasnęłam już i... Nagle się obudziłam. Loki ja lewitowałam... Wystraszyłam się i spadłam zahaczając o szklankę -powiedziała cicho, a po jej policzku spłynęła łza.
- Hej... To przez tą moc. Thor wraca za jakieś trzy dni... Wytrzymasz?
- Jasne. Jak coś Stark jest pod ręką -odpowiedziała.
Nie uważałem, żeby dobrym pomyślałem było mieszanie się ludzi w sprawy innych światów, o których nie mają żadnego pojęcia.
- Idź już spać... Posiedzę przy tobie w razie czego -powiedziałem pomagając jej stanąć.
Rose położyła się i mocno przykryła kołdrą. Już po chwili zasnęła. Pozbierałem stłuczone szkoły i wyrzuciłem do kosza. Po powrocie do pokoju usiadłem się na skraju łóżka. W pokoju było już ciemno. Można było dostrzec jedynie mały, przykryty po same uszy, kłębek miarowo oddychający. To było na prawdę dziwne. Pierwszy raz od bardzo dawna chciałem pomóc.

sobota, 23 maja 2015

Rozdzial 3

     Obudziłam się w nowocześnie urządzonym pokoju. Byłam w nim pierwszy raz. Nie wiedziałam czy to był wciąż sen czy już normalne życie, o ile takim można nazwać moje.
- Dzień dobry Rose. Pan Stark czeka u siebie - usłyszałam głos Jarvisa.
Na krześle, na przeciwko mnie wisiały świeże ubrania. Założyłam świeże jeansy i luźną koszulkę z napisem AC/DC. Jarvis zaprowadził mnie do Tony'ego. Siedział w jednym ze swoich laboratoriów. To było małe, w formie gabinetu. Siedział przy małym biurku.
- Mam pewne podejrzenia, że to twoja bluzka - zażartowałam.
- Może...
  Przewróciłam oczami i podeszłam do niego. Oczywiście coś projektował. Nie zagłębiałam się szczególnie w jego szkice, bo i tak bym nic z tego niezrozumiała.
- Masz coś? W związku z tym czymś...? - spytałam niepewnie.
- Yy...no bo... Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale Jelonek może mieć racje... - powiedział nie kryjąc swojego zdziwienia.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Oparłam się o biurko i nic nie mówiłam. Chwilowa cisze przerwał dźwięk jakiegoś powiadomienia na moim telefonie. Szybko go odblokowałam i sprawdziła co to takiego. Okazało się, że pierwsze dwie dziewczyny odpisały w sprawie randki z Lokim...wow nie sądziłam, że tak szybko pójdzie. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Będę już lecieć Tony.
- Już? Może jeszcze jakieś badania? Poczekaj na Bannera... - mówił.
- Yy...później... Śpieszę się... Papa! - powiedziałam szybko i wyszłam. 
    Od razu złapałam taksówkę i pojechałam do siedziby T.A.R.C.Z-y.
***
     Siedziałem w swoim pokoju. Moja cisze i spokój przerwało pukanie do drzwi.
- Prośże... - powiedziałem od niechcenia.
Drzwi się otworzyły i ujrzałem szczuplutka, wysoka blondynkę.
- Fury prosi do siebie - powiedziała delikatnym głosem, jednakże nie tak delikatny jak Rose.
  Wstałem bez słowa i poszedłem za nią. Okazało się, że Fury nie był sam.
- Dzień dobry Rose - uśmiechnąłem się w kierunku dziewczyny.
- Dzień dobry - powiedziała sucho.
- Ja was może zostawię samych - zaproponował Nick i zaczął kierować się do wyjścia.
- Nie.. Przejdziemy się - powiedziała Rose.
Nie protestowałem. Wyszliśmy za budynek agencji. Były tam wielkie ogrody.
- Mów o co chodzi - zacząłem.
- Odezwały się dwie dziewczyny. Z pierwszą się spotkasz jutro o 16:00. Fury już wie. Przywiozą cie w wyznaczone miejsce. Też tam będę. Później zostawię was samych, ale będę mieć was na oku - wyjaśniła.
- Masz już wszystko zaplanowane, pozostało mi się tylko zgodzić. Mogę wiedzieć jak ma na imię ta dziewczyna?
Usiedliśmy się na ławce, w cieniu rozłożystego drzewa.
- Margaret - powiedziała.
  Siedzieliśmy w ciszy. Ja oparty o ławkę, ona siedząc po turecku na niej, wpatrywaliśmy się w białe obłoki na niebie. Nie siedzieliśmy blisko. Wolała zachowywać dystans.
Nie moglem się temu dziwić. Wiedziała do czego jestem zdolny, ale nie wiedziała, że nie chce jej skrzywdzić.
Miała smutny i przygnębiony wyraz twarzy.
- Co się dzieje?
- Nic... -powiedziała wręcz szeptem.
- No przecież widzę - podniosłem się i lekko zbliżyłem.
- Byłam wczoraj u Starka....
- Przespałaś się z nim??? - przerwałem jej.
- Nie! A zresztą co ja się będę ci zwierzać... -oburzyła się i chciała wstać.
- Oh...no już przepraszam, siadaj i mów.
- No wiec byłam u Starka i zrobił mi badania odnośnie mojej mocy... Porównywał to z mocą Thora...
- Miałem racje - jej twarz jeszcze bardziej posmutniała, a w oczach zbierały się łzy.
Nie wiedziałem co zrobić, nigdy nie umiałem pocieszać kogoś.
- Pomogę ci... - teraz siedzieliśmy bardzo blisko siebie.
  Spojrzała mi w oczy. Po jej policzku splynela łza, a zaraz za nią druga i kolejna.
- Hej...będzie dobrze... - próbowałem pocieszyć.
- Rose wszystko dobrze?! - nadbiegał do nas Kapitan.
- Tak ja tylko... - powiedziała przez łzy.
- Coś ty jej zrobił? - skierował swój gniew na mnie.
- Nic -powiedziałem równo z Rose.
- Wynos się stad - rozkazał.
  Spojrzałem jeszcze raz na nią. Powstrzymywała plącz. Czekała aż odejdę. Tak też zrobiłem. Pierwszy raz do czułem. Pierwszy raz martwiłem się o kogoś.
***
     Loki zniknął za zakrętem, a ja wybuchnęłam płaczem. Steve od razu przytulił mnie do siebie. Potrzebowałam tego.
- Jestem tu...już dobrze.... Potrzebujesz odpoczynku. Jutro masz wolne - powiedział delikatnie nie wypuszczając mnie z objęć.
- Jestem omówiona z Lokim... Wiesz Fury mnie wkręcił -odpowiedziałam.
- Loki... Powiedz mi co tu się stało.
- Naprawdę nic Steve. To nie przez niego, uwierz mi - zapewniałam.
 Odsunął mnie lekko od siebie i spojrzał w oczy.
- Martwię się o ciebie...
- Nie musisz, ale to mile -odpowiedziałam z uśmiechem.
 Odwzajemnił go, ale ciągle był zmartwiony tym co sie stalo. Tak wlascisie to nic sie nie stalo.
      Steve postanowił odwiedźcie mnie do domu, co było całkiem niepotrzebne. Potrzebowałam spaceru, ale on nalegał. O dziwo nie jechaliśmy jego ukochanym harleyem, a samochodem. Pięknym czarnym Jaguarem, oczywiście należącym do T.A.R.C.Z-y.
- A co u ciebie? - spytałam.
Nie lubiłam jeździć w całkowitej ciszy.
- W porządku. Kupiłem mieszkanie na Brooklynie! - powiedz z uśmiechem.
- Ooo no to gratuluje.
- A dziękuje bardzo, będziesz musiała przyjść je zobaczyć.
- Z chęcią - odpowiedziałam.
 Resztę drogi cały czas o czymś rozmawialiśmy. Przez co droga mineła bardzo szybko.
- Wejdziesz na kawę? - zaproponowałam.
- Z chęcią.
Na klatce schodowej panowała cisza. Musieliśmy iść schodami, bo winda się popsuła. Dobrze, że tylko na piąte piętro.
  Od kluczyłam drzwi i weszliśmy do środka. Zaświeciłam światło i przeszłam do kuchni. Moja kuchnia łączyła się z "holem" i salonem. Bardzo lubiłam to mieszkanko. Milo jeszcze balkon na całą szerokość salonu, dwie sypialnie, z jednej została zrobiona garderoba i łazienkę wielkości małego pokoju.
      W oczekiwaniu na kawę ciągle rozmawialiśmy. Siedzieliśmy przy blacie kuchennym. Proponowałam żeby iść na sofę, ale Steve stwierdził, ze to jest przyjemniej. Nie kłóciłam się, w końcu to Kapitan Ameryka.
- Pyszna ta kawa - powiedział upijając kolejny łyk.
Uśmiechnęłam się tylko ze spuszczonym wzrokiem. Nagle poczułam jego dłoń na moim podbródku. Uniósł go lekko do góry i zbliżył sie. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Już po chwili poczułam jego usta na moich. Rękę miał w moich włosach, a drugą zjechał na talię.
Szybko się odsunęłam.
- Lepiej będzie jak już pójdziesz - powiedziałam cicho.
On bez słowa wyszedł. Dlaczego on to zrobił... Nie chciałam myśleć o tym ani o nim. Poszłam wsiąć prysznic i  położyłam się na łózko.
 Czułam się dziwnie. Myślałam o Lokim...to było strasznie dziwne. Jedna część mnie nienawidziła go, a druga była przez niego przyciągana. No ale to nie był mój jedyny problem. Steve. Na prawdę go lubiłam, to świetny facet, ale nic do niego nie czułam. Nie chciałam o tym myśleć. Przewinęłam się na drugi bok i zasnęłam.
***
    W agencji panowała już cisza. Leżałem u siebie i wpatrywałem się w sufit. Myślałem o Rose. O tym co się stało. Thor wyjechał z Jane na wakacje i nawet nie moglem z nim o tym porozmawiać. Pewnie spędzała mile chwile z Kapitanem. Bylem również ciekawy co wyniknie z tej...randki. Wszystkie te myśli zostały jednak przytłoczone przez jedna inną....Rose.

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

      Mój nowy pokój był... Cały biały i miał pięć metrów na pięć, a ten kawałek materaca okazał się mym łóżkiem.
Nie spałem już od godziny. Wpatrywałem się w pusty sufit. Nie miałam pojęcie jak będzie wyglądało szukanie żony dla mnie. Kiedy próbowałem wstać czułam się jakby plecy mi miały zaraz odpaść. Podszedłem do szafy. Cud! Chociaż ubrania były w moich kolorach. Założyłem czarne spodnie i ciemnozieloną koszulę.
      Na korytarzu była już masa ludzi. Poszedłem do biura szefa tych kolorowych przebierańców. Wszyscy na mnie patrzyli z pogardą lub ze strachem. Odsuwali się na boki kiedy nadchodzikem. Szedłem dumnie, z uśmiechem na twarzy.
- Jesteś. Siadaj - wskazał mi fotel na przeciwko biurka.
- Sucham? - spytałem zajmując miejsce.
- Thor mi już wszystko wyjaśnił. Gdzie niby chcesz znaleźć żonę? - czułam, że ze mnie drwi... Jak wszyscy.
- Nie wiem... Jakoś - tu byłem bezradny.
Mogłem wymyślić najlepszą strategie wojny, ale nie potrafiłem znaleźć żony.
- Ciekawy plan.
- Pójdę na żywioł.
Byłem w dołku... I to głębokim.

***

      Dzień wolny. Wstałam około 10:00. Poszłam umyć włosy i zaparzyłam kawę. W końcu nie musiałam chodzić w strój od tarczy. Założyłam wygodne dresy i luźną bluzkę. Zawinęłam włosy w turban i usiadłam się na kanapie. Kiedy się już wygodnie położyłam usłyszałam pukanie do drzwi. Oczywiście...
- Nick? - spytałam zdziwiona.
Moje zdziwienie było jeszcze większe kiedy zza niego wyłonił się Loki.
Weszli do mojego domu. Nie no proszę bardzo...
- Mam dla ciebie specjalne zadanie agentko Pirce.
- Tak? - byłam zdołowana.
- Zajmiesz się nim. Powodzenia w szukaniu żony - oznajmił i wyszedł.
Nie mogłam w to uwierzyć. Fantastycznie! Loki stał w moim salonie z nie schodzącym z jego twarzy uśmiechem.
- Od czego zaczynamy? - spytał.
- Nie wiem! Nigdy nie szukałam żony dla nordyckiego boga z Asgardu, który teoretycznie nie powinien istnieć.
- Tak jak twoja moc? Czy raczej jej skrawek nad którym jako tako panujesz? - mówiąc to zbliżał się do mnie, a ja stalam jak wryta.
- Jak ty...? Fury ci powiedział?
- Nie. Czuje twoją moc Rose. Jesteś potężniejsza niż możesz to sobie wyobrażać!
Nie wiedziałam co mam odpowiedziec.
- To jest przekleństwo...
- Dar... A ja mogę cię nauczyć go kontrolować - mówił przekonująco.
- Jak?
- Już ja coś wymyśle. W zamian znajdziesz mi żonę.
Wybuchłam śmiechem. Co on sobie myślał.
- To nie jest takie proste. Ona cię musi kochać.
- Kto powiedział, że szukam żony na całe życie... Chcę tronu, który mi się należy!
- A nie twojemu bratu?
Jego wzrok mógłby zabić. Z drugiej strony potrzebowałam pomocy, mimo iż Stark i Banner są genialnymi naukowcami wątpie żeby okiełznali to co jest we mnie.
- Zgoda... - powiedziałam po cichu.
Loki usiadł się na kanapie, a ja nie widziałam od czego zacząć. Chodziłam w te i spowrotem. No bo co... Miałam napisać na jakimś profilu randkowym w jego imieniu: Hej jestem Loki z Asgardu i jestem mitycznym bogiem nordyckim....
- Dobra... Loki. Masz jakieś wymagania czy coś?
- Żeby się nadawała..
- A czyli najlepiej jakby o tym wszystkim wiedziała?
- Było by cudownie.
- Ejjj...
Przyniosłam laptopa z pokoju. I zaczełam szukać.
- Mógłbym wiedzieć co ty robisz?
- Po twoim najeździe na Nowy Jork powstała strona dla twoich... Fanek, które cię... Kochają?... Czyli wiedzą! Poszukam jakichś i napisze do nich - w głębi duszy nie mogłam ze śmiechu.
Zapowiadała się niezła zabawa.
Nic nie mówił. Cały czas bacznie mnie obserwował. Czulam się trochę nie zręcznie.
- Ile miałaś lat?
- 10... Była burza, pioruny i wypadek... Tyle pamiętam... - nie odrywałam wzroku od monitora, tak jak i on ode mnie.
- To nie był zwykły piorun... Moje przepuszczenia są takie, że miał on związek z piorunem z mlotu Thora, tak jak i twoja moc -mówił spokjnie, jakby to było coś oczywistego.
- Chętnie pozbęde się tej "mocy".
- Ona jest w tobie... Jak ci idzie? - zmienił temat.
- Dobrze. Wysłałam wiadomość do kilku dziewczyn z konta T.A.R.C.Z.Y, teraz czekam aż odpiszą. Powiadomie cie o tym - powiedziałam.
Chciałam żeby już sobie poszedł. Denerwowal mnie samym byciem. No i ten jego przebiegły uśmiech, który nigdy nie schodził z jego twarzy. Zadzwonilam do Fury'ego żeby go już odebrał.
      Cały czas siedzieliśmy w ciszy. Może i lepiej. Nie chciałam wdawać sie z nim w żadne pogaduchy. Liczylam tylko na to, że dotrzyma swojej obietnicy.

       Około 18:00 byłam pod wieżą Starka. Nick przyjechał po asgardczyka jakieś pół godziny po moim telefonie. Ulżyło mi.
- Dzień dobry agentko Pierce - usłyszalam głos J.A.R.V.I.S - a. 
- Hej. Zawieź mnie do Starka.
Już po chwili winda ruszyła. Tony był na 10 pietrze w swoim, jednym z wielu, laboratoriów.
- Nie przeszkadzam? - spytalam.
- Nie...wejdz proszę.
Stał nad jednym ze swoich zbroi i coś przy niej grzebał. Usiadłam się na krzesło obrotowe bez słowa. Wolałam poczekać aż skończy żeby mu nie przeszkadzać.
W końcu skończył i usiadł się na przeciwko mnie.
- Tony... czy moglbys to ze mnie wyciągnąć? - spytalam nie pewnie.
Nie miałam pojęcia czy mu się uda. Zaufałam mu.
- Loki był dzisiaj u ciebie. Fury mi mówił...a więc co ci ten jeleń na opowiadał...
- Że ta moc jest podobna do mocy z młota Thora... -powiedzialam na jednym wdechu.
- Kładz się - wskazał na coś w rodzjau kozetki.
Od razu na to wskoczyłam. Było na prawdę wygodne.
- To co teraz pobawisz się w psychologa?
- Nie. Będę sobą - odparł szperając w szufladzie.
- Ekscentryczny playboy, miliarder i filantrop w jednej osobie chyba na nic mi się nie przyda...
Rzucił mi poważne spojrzenie, chociaż wiedziałam, ze uwielbia cięte riposty.
- No to tak.... Podłącze cię do takiego czegoś, nie chce mi się tłumaczyć i sprawdze pracę twojego ...orgamizmu najprościej mówiąc... - starał się jak najkrócej to ująć.
- W towarzystwie Bannera czujesz się pewnie jak w raju...
- Ciii...nie mów Pepper - zasmial się.
Ulozylam się wygodnie, a on podlaczyl do mnie to dziwne urządzonko.
- Jarvis... Pokazuj mi od razu wszystko co choćby trochę odbiega od normy!
- Tak jest sir - odpowiedział posłusznie.
Zapowiadał się długi wieczór...właściwie to cała noc. Chciałam wiedzieć. Jeśli Loki miał racje... Wydawał się jedyną osobą, która by coś wiedziała o tej mocy.
A miałam być tylko tajna agentka...

środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 1

     Minęło dziewięć lat odkąd byłam ostatni raz w Nowym Jorku. Tyle wspomnień, niestety z przewagą tych złych. Dostałam się jako agentka do T.A.R.C.Z.Y., więc przeprowadzka była obowiązkowa.
Przyjechałam do biura około 12:30. W środku było pełni agentów. Każdy ubrany na czarno lub w mundur. Dziwnie się czułam w moich ukochanych jeansach i luźnej bluzce. Skierowałam się do wyznaczonego biura przez sekretarkę.
- Agentka Pirce jak mniemam
- Tak agencje Fury - przywitaliśmy się po przez podanie ręki.
Usiadłyśmy się na kanapie, a on mi wszystko wytłumaczył.
- Będziesz pracować przy najlepszych - powiedział.
- Jak to? Tak od razu? - nie kryłam zdziwienia.
- Tak... Znam pani akta... Wiem o wypadku...
- Dobrze. Czyli zaczynam od jutra? - zmieniłam temat.
- Tak, ale... Nasi bohaterowie zapraszają Cię na kolację powitalną do wierzy Starka.
Wręczył mi kopertę, a ja wyszłam z jego biura nieco skołowana.
      O godzinie 18:00 byłam już pod siedzibą Starka. J.A.R.V.I.S. zaprowadził mnie na 12 piętro, jak kol wiek dziwnie to brzmi. Apartament był ogromny. Kiedy wyszłam z windy zobaczyłam całą ekipę Avengers, no nie całą, nie było Thora.
- Witamy w naszym skromnych progach! - zaczął Stark.
Przywitałam się z każdym po kolei. Usiedliśmy się przy stole na kanałach wokół.
- No to mów - powiedziała Natasha.
- Ale co...?
- Wszystko. Dlaczego akurat ty? - kontynuowała.
- Byłam tajną agentką w jednej organizacji, ale na pewno nie o to chodziło gdy Fury mnie tu sprowadził. 10 lat temu ja i rodzice mieliśmy poważny wypadek. Tylko ja przeżyłam. Po nim zaczęły dziać się ze mną dziwne rzeczy jak to... - powiedziałam i skierowałam wzrok na pilota przede mną, który po chwili już unosił się w powietrzu.
Nikt nic nie mówił, każdy był w szoku.
- Wow... - powiedział tylko Hawkey.
- Szczegóły wypadku i miejsce! - mówił Stark.
- No i właśnie w ten sposób stałaś się jego króliczkiem doświadczalnym - skwitował Steve.
      Resztę wieczoru rozmawialiśmy o naszej "pracy" i nie tylko. Chcieli żeby jak najszybciej się u nich zaaklimatyzowała. Nie lepiej zaczęłam dogadać się z Natasha i co dziwniejsze ze Starkiem.
***
     Po raz kolejny musiałem wysłuchiwać kazań Odyna. Thor stał niedaleko mnie. Jego jak zawsze chwali, a na mnie zarzucał co najgorsze. Okay, nie jestem idealny, ale czasami przesadzał.
- Loki, a więc ciągle pragniesz Askardzkiego tronu.... - mówił Odyn.
- Hmm.. Na to wygląda
- Dobrze. Jest jeden warunek do spełnienia. Musisz się ożenić, a żoną twą ma być ziemianka, którą cie szczerze pokocha!
Oboje z Thorem spojrzeliśmy na Odyna, a później na siebie.
- To jest nierealne! - oburzyłem się.
- Powodzenia... Synu!
Po tych słowach wyszedłem z komnaty, a zaraz za mną Thor.
- Loki... - zaczął, ale na tym poprzestał.
To było zadanie nie do wykonania. Thor od razu zaproponował mi podróż razem z nim na Ziemię. Był u nas tylko na pewien czas. Mieliśmy się udać do Nowego Jorku, gdzie miała zamieszkać Jane. Zgodziłem się... Co i innego miałem zrobić.
        Dwa dni później byliśmy już na Ziemi. Poszliśmy do siedziby T.A.R.C.Z.Y, gdzie czekała na nas ta cała banda przebierańców. Jednak jedna osoba była mi jeszcze nie znana. Średniego wzrostu, szatynka z włosami do łokci.
- Co on tu robi? - spytał Stark.
Mój kochany braciszek wszystko im wyjaśnił. Zareagowali na to... Śmiechem.
- Loki i małżeństwo! Nie no - wybuchnął nasz patriota.
Cały czas ze mnie drwili. Stałem tam. Jedyną osobą, która nie wydała się w te wesołe rozmowy była ta nowa. Stała lekko na boku. Podszedłem do niej, a oni nawet tego nie zauważyli.
- Witaj. Jestem Loki z Asgardu - przywitałem się.
- Rose... - powiedziała.
Miła miły i ciepły głos. Taki delikatny.
- Jesteś tu nowa prawda?
- Tak... Ale nie chce o tym gadać - spojrzała mi prosto w oczy.
Te oczy... Duże w odcieniu jasnego brązu. Żeby spojrzeć mi w oczy musiała lekko unieść głowę.. No cóż byłem pod niej wyższy o prawie 20 centymetrów.
- Nie chcę nalegać
-Idziemy! - usłyszałem głos Thora.
- Niby gdzie?
- Do twojego nowego pokoju.. - mówił zniecierpliwiony.
Pewnie jego Jane już na niego czekała.
- Już idę...Do zobaczenia  Rose...